To bardzo fajna opowieść, czyli jak technologia ułatwia kontakt z dziedzictwem w portalu Wirtualne Muzea Małopolski

Rozmowa z profesorem Janem Święchem – Dziekanem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, przewodniczącym Rady Ekspertów projektu Wirtualne Muzea Małopolski.

Katarzyna Maniak: Już w przyszłym roku 700 zdigitalizowanych obiektów reprezentujących dziedzictwo kulturowe Małopolski znajdzie się w internecie pod jednym adresem, 35 muzeów zaprezentuje swoje zbiory na Portalu Wirtualne Muzea Małopolski. Czy mógłby Pan opowiedzieć, jaka będzie rola Portalu WMM i jaki właściwie jest cel jego powstania?

Jan Święch: Na początku warto zaznaczyć, że projekt ten nie jest absolutnie żadną konkurencją dla muzeów w formie klasycznej. Zapraszając małopolskie muzea do współpracy przy WMM chcieliśmy, aby – pokazały one określoną liczbę obiektów, pewną reprezentację jako swoją wizytówkę, ale nie tylko – idea portalu jest innowacyjna z powodu nastawienia do obiektów, które ma on nie tylko udostępniać, ale również interpretować. Portal WMM jest też mocnym akcentem marketingowym dla placówek i kultury. Muzea to instytucje, które „opowiadają” o określonej rzeczywistość kulturowej za pomocą przedmiotów – eksponatów. Najważniejszy zatem w muzeach jest przedmiot oryginalny. Ale jednocześnie żyjemy w świecie współczesnym, w którym istnieją różne środki przekazu: telewizja, radio, prasa, i ten niezwykły wynalazek, jakim jest internet.

Pomysł stworzenia portalu Wirtualne Muzea Małopolski powstał w 2008 r. i jest obecnie realizowany przez Małopolski Instytut Kultury i Departament Rozwoju Gospodarczego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego, który jest liderem projektu. Czym ten portal w swoich założeniach będzie się różnił od innych, istniejących już w Polsce i za granicą, wirtualnych kolekcji i muzeów?

Inne przedsięwzięcia tego typu często w poszczególnych prezentacjach w formule 3D koncentrują się jedynie na eksponatach, natomiast portal WMM jest przygotowany na głęboką interaktywność. Tak, aby w oparciu o reprezentację wybranych obiektów, każdy, kto skorzysta z portalu, mógł stworzyć pewne ścieżki interpretacyjne, zbudować własną ekspozycję, opowiedzieć za pomocą wybranych przez siebie obiektów ciekawą historię. Taka zabawa ma charakter edukacyjny i poznawczy, bowiem wokół obiektów będzie się znajdować bardzo dużo informacji. W zamyśle końcowym jednak ma sprawić, aby ktoś, kto bawił się w wirtualnej przestrzeni, ostatecznie trafił do muzeum i miał wyjątkowe przeżycia, spotykając oryginał, którego z punktu widzenia muzealnego niczym nie da się zastąpić.

Jest Pan przewodniczącym Rady Ekspertów – jaką funkcję w projekcie pełni Rada?

Rada jest złożona z muzealników, historyków sztuki oraz ekspertów od digitalizacji. Wszyscy jej członkowie mieli długie epizody lub nadal pracują w muzealnictwie, są dyrektorami, kuratorami znakomitych placówek, pracownikami nauki. Małopolski Instytut Kultury jest autorem koncepcji merytorycznej projektu i go realizuje – niezwykle solidnie i profesjonalnie i to właśnie MIK jest organizatorem roboczych, świetnie przygotowanych spotkań Rady. Natomiast nasza rola polegała na selekcji – doborze obiektów.

Ile propozycji obiektów w sumie zgłosiły małopolskie muzea do digitalizacji?

Ponad tysiąc. Nad każdym trzeba było się głęboko zastanowić. Z jednej strony obiekt miał być reprezentatywny zarówno dla muzeum, jak i dla Małopolski, stosowaliśmy również klasyfikacje jakości artystycznej i wartości emocjonalnej. Trzeba pamiętać, że istnieją obiekty, które wywołują olbrzymi ładunek emocji. Staraliśmy się też od razu, już w pierwszych ocenach, przypisywać obiekty do ścieżek tematycznych – na potrzeby Portalu powstało kilkanaście prezentacji, m.in. o Małopolsce, o historii miast, o kwestiach etnicznych. Ten ostatni aspekt jest istotny, bowiem w region oprócz ludności polskiej zamieszkiwała również ludność pochodzenia żydowskiego, a także Łemkowie, Cyganie, Niemcy.

W projekcie biorą udział zarówno duże muzea, jak na przykład Muzeum Narodowe Krakowie, jak i niewielkie placówki. Czy każde z muzeów mogło zgłosić tę samą liczbę propozycji eksponatów?

Wszystkie instytucje, zarówno te małe, jak i duże, otrzymały możliwość przedstawienia Radzie Ekspertów 30 obiektów ze swoich zbiorów. Po pierwszej selekcji, okazało się jednak, że niektóre placówki posiadały niewystarczającą reprezentację obiektów. Dlatego Rada zwróciła się o wytypowanie kolejnych eksponatów – zwiastunów ciekawych kolekcji. Z kolei w innych muzeach trzeba było dokonywać mocnych ograniczeń, bowiem ich kolekcja miała charakter jednorodny.

Wydaje się, że selekcja wymagała wielu trudnych decyzji. Jestem ciekawa, czy pojawiały się spory wewnątrz Rady Ekspertów i jak reagowały na państwa opinie same muzea i muzealnicy?

Tak, wybór nie był łatwy. Mimo to współpraca z muzeami była wzorowa – wszystkie placówki, które biorą udział w projekcie, cierpliwie znosiły nasze prośby o kolejny zestaw obiektów i informacje o nich. Ostatecznie została wybrana, takie mam przekonanie, najlepsza reprezentacja. Rzecz jasna często pojawiały się spory na posiedzeniach Rady, ale ostatecznie zawsze osiągaliśmy kompromis. Również wątpliwości muzealników co do naszych decyzji, wymagały negocjacji i dialogu, ponieważ większość kustoszy ma bardzo emocjonalny stosunek do „swoich” obiektów.

Które obiekty wzbudzały szczególne kontrowersje?

Spory toczyły się na dwóch płaszczyznach: merytorycznej oraz technicznej. Niekiedy musieliśmy uwzględniać opinię specjalisty od opracowania przedmiotów w formule 3D. Zależało nam, by jak najwięcej obiektów było zdigitalizowanych właśnie w technice 3D. Wiadomo jednak, że są przedmioty o kapitalnym ładunku treści, przy których trójwymiarowość traci sens np. kartka papieru, ale są też takie, których duża kubatura wykluczała, przy aparaturze, którą dysponowano, ich pokazanie we wspomnianej technice. Mam na myśli w szczególności zbiory Muzeum Lotnictwa w Krakowie, ze względu na gabaryty nie mogły one zostać zaprezentowane w technice 3D, poprosiliśmy, więc muzeum o uzupełnienie reprezentacji o inne propozycje.

Chciałabym jeszcze zapytać o istotną sprawę: w jaki sposób wybrano instytucje, które znajdą się na Portalu Wirtualne Muzea Małopolski?

Autorzy projektu zwrócili się do wszystkich muzeów Małopolski. Pozytywnie odpowiedziała zdecydowana większość placówek. Chociaż wśród muzealników były obawy, czy taka przestrzeń wirtualna jak Portal WMM nie odbierze im zwiedzających.

No właśnie, nie odbierze?

Doświadczenia wskazują, iż taka forma reklamy nie tylko nie zabiera, ale ściąga nowych odbiorców. Zabawa przy ekranie komputera wywołuje ciekawość i chęć zetknięcia z oryginałem. Wiele znanych eksponatów muzealnych powielanych jest w tysiącach egzemplarzy, w formie druku czy elektronicznego zapisu, a mimo to systematycznie rośnie liczba zwiedzających muzea.

Kto najczęściej odwiedza wirtualne odziały muzeów?

Z prezentacji internetowych korzystają najczęściej dwie grupy wiekowe: grupa do 35 lat, bardzo aktywna, która oswoiła świat wirtualny oraz co może niektórych zaskoczyć, emeryci, którzy mając dużo czasu powoli wchodzą w tę nową przestrzeń. Najmniej korzystających mieści się w przedziale 45 a 60 lat, ale z kolei osoby te aktywnie uczestniczą w życiu kulturalnym.

Najwięcej obaw w muzealnikach budzi chyba ta pierwsza grupa – czy tym młodym użytkownikom internetu nie wystarczą wirtualne wycieczki, czy będę chcieli kiedykolwiek odwiedzić siedzibę muzeum?

Osoby młode, które rozpoznają świat poprzez narrację elektroniczną – jeśli coś ich naprawdę zainteresuje – chcą to skonfrontować z rzeczywistością. Jeszcze raz powtarzam Portal WMM to świetna reklama tego, co znajduje się w małopolskich muzeach.

Portal WMM jest innowacyjnym przedsięwzięciem, nie tylko ze względu na udostępnienie zdigitalizowanych obiektów w 2D i 3D. Dzięki technologii Comarch i MobileMS zostanie między innymi zrealizowanych wiele rozwiązań mobilnych, co potwierdza, że obecność nowoczesnych technologii staje się standardem w muzealnictwie. Jak ocenię Pan ich rolę w kontakcie z dziedzictwem?

Muzea odważnie wykorzystują na ekspozycjach możliwości, które daje współczesna technika. Chodzi tylko o to aby nie przekroczono pewnej granicy – przesłaniania wirtualną rzeczywistością oryginalnego obiektu. Stosowanie nowoczesnych technologii ma w muzeum sens tylko wtedy, jeśli rozszerzy kontekst kulturowy oryginału, odkryje ukryte znaczenia i symbole.

Ma Pan na myśli jakieś konkretne przykłady?

W Krakowie są ekspozycje, które wręcz wzorowo spełniają tą zasadę. Znakomitym przykładem jest Muzeum Archeologiczne, gdzie np. ekrany uruchamiane przez fotokomórkę prezentują technikę powstania prezentowanego obok oryginalnego obiektu. Podkreślić chcę, że nie jestem przeciwnikiem realizacji, w których za pomocą technik elektronicznych przedstawi się np. historię Krakowa. Są to atrakcyjne formy przekazu, które określiłbym „współczesnymi fotoplastykonami”. Za kilkadziesiąt lat jednak część z nich znajdzie się w muzeach, jako eksponaty, tak jak te pochodzące z początków wieku XX.

Kim będzie odbiorca WMM – zwiedzającym czy współtwórcą? Jakie są możliwości zaangażowania użytkownika w wirtualnym muzeum i na jakie Państwo najbardziej liczą?

Bardzo chcieliśmy żeby był współzarządzającym, który tworząc pewne kompozycje z dostępnych przedmiotów, pokazuje je koledze, działając na zasadzie wymiany i konkurencji: „a co ty z tego zrobisz?” To mogą być niezwykłe „wycieczki wyobraźni”, która nie zna granic i nie jest przytemperowana, tak jak nasza, pewną wiedzą o obiekcie. Dziecko może umieścić na tronie królewskim z Wawelu króla Maciusia I i to będzie jego opowieść, w której obiekt znaczący historycznie, zostanie użyty w narracji bajkowej. Nie mam nic przeciw takiej wyobraźni.

Prof. Jan Święch – dziekan Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, etnolog. Jest autorem ponad 120 publikacji z zakresu muzealnictwa i architektury wiejskiej oraz kilkudziesięciu scenariuszy wystaw muzealnych.