Ekonomia muzeów w dobie Internetu

Często zdaję sobie sprawę, że tak wiele razy udzielam się w dyskusjach na poniższy temat, równie dobrze mogę więc dziś zapisać swój punkt widzenia i podzielić się nim ze wszystkimi.

Tematem jest to, w jaki sposób sytuacja muzeów przypomina sytuację prasy papierowej i czego możemy się z tego nauczyć. Nie wypracowałam jeszcze żadnych ostatecznych wniosków z tej perspektywy, ale ze względu na wagę problemu chciałabym wciągnąć Was w dyskusję.

Streszczając: gazety zbudowały model biznesowy, który był skoncentrowany na tworzeniu jednej rzeczy (dziennikarstwo śledcze), ale przyzwyczaiły ludzi do płacenia za coś innego (reklama). Potem pojawił się Internet i rozbił ten model, umożliwiając łatwiejszy i tańszy kontakt między nabywcami i sprzedającymi, tym samym pomijając pośrednictwo prasy.

Ludzie wciąż cenią dziennikarstwo. Ochoczo konsumują i przekazują sobie newsy oraz o nich dyskutują, jednocześnie oczekując, że otrzymają je w formie elektronicznej i za darmo. Niektórzy widocznie nawet nie zdają sobie sprawy, ze informacje pochodzą od dziennikarzy (podobnie niektóre dzieci nie wiedzą, że warzywa pochodzą z pola). Spotkałam się w jednym artykule z utrzymaną w radosnym tonie uwagą, którą można by ująć tak: Nie obchodzi mnie czy gazety przestaną istnieć czy nie, ponieważ czerpię informacje z linków, które ludzie wrzucają na Facebooka… . Hmmm…

Obecnie prasa podejmuje rozliczne eksperymenty w celu odnalezienia nowego modelu ekonomicznego – włączając w to płatne subskrypcje online z dostarczaniem części treści za darmo (New York Times), agregowanie istniejących już treści i opieranie się na minimalnie opłacanych lub pracujących za darmo blogerach (a niekiedy nawet publikacjach studentów college’ów) przy równoczesnym czerpaniu zysków z reklam internetowych (Huffing Post) czy też szukanie ultralokalnych niszy (The Washington Blade).

A jak to się ma do muzeów? Przez lata przyzwyczajaliśmy ludzi do płacenia za namacalny zestaw doświadczeń muzealnych – wystawy, programy, usługi, fajne budynki. Część z tych wpłat miała formę zwykłych wypracowanych przychodów (na przykład w ramach sprzedaży biletów), część pochodziła ze wsparcia filantropów. Ale większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, że kupując bilet do muzeum płacili także za za niewidoczną część jego działań, kluczową dla jego istnienia: gromadzenie i zabezpieczanie eksponatów, badania naukowe i działalność edukacyjną.

Przeciętna osoba z ulicy nie zdaje sobie sprawy, że zbiory muzealne są jak góra lodowa – 90 procent jest ukryte pod powierzchnią (czyli w magazynie). Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy się o tym mówi, ludzie są zwykle zaskoczeni i często nawet zbulwersowani (Chcesz powiedzieć, że macie to wszystko i my nie możemy tego zobaczyć? Dlaczego?!?) Nie wiedząc nawet, co tam mamy, na pewno nie zdają sobie sprawy z kosztów związanych z wyszukiwaniem, transportem i konserwacją tego wszystkiego. Ale przynajmniej materialne zbiory można sobie jakoś wyobrazić, kiedy się o tym myśli. Badania za to wydają się już czymś zupełnie nie z tej ziemi. Rozmawiałam z osobami, które nie były w stanie uwierzyć, że muzea są instytucjami prowadzącymi badania naukowe, nawet wtedy kiedy podawałam konkretne przykłady takich działań. To po prostu nie pasowało do ich obrazu świata.

A edukacja? Możesz twierdzić, ze ta cześć pracy muzeum jest całkiem widoczna, ale faktem jest, że nie jest łatwa do rozpoznania. Szef AAM (The American Alliance of Museums), Ford Bell, jest wiecznie sfrustrowany tym, że zawsze kiedy rozmawia z decydentami, inwestorami, biznesmenami czy zwykłymi ludźmi w kółko doświadcza tego, ze muzea nie są cenione jako instytucje edukacyjne.

Skąd bierze się ten problem? Ze względu na to, że widoczne i przynoszące zysk aspekty istnienia muzeum mogą być (i są!) przejmowane i powielane przez instytucje nastawione na zysk. Wystawy objazdowe? Sprawdź inicjatywy takie jak np. Discovery Times Squere. Działalność handlowa pod przykrywką muzeum? Żaden problem. Miejsca, w których można spędzić czas z dzieciakami, dostarczając im edukacji przez zabawę? Stały się już powszechnerosną jak grzyby po deszczu. I żadna z tych instytucji nie musi ponosić kosztów gromadzenia i przechowywania zbiorów, prowadzenia badań i działalności edukacyjnej dostępnej w równym stopniu dla tych, którzy są w stanie za nią zapłacić, jak i dla tych, których na to nie stać.

Wszystko to ma miejsce w czasie, w którym podaż zasobów (dobra materialne, informacje czy doświadczenia) daleko przewyższa zapotrzebowanie. Ludzie są otoczeni nadmiarem możliwości wyboru, włączając w to możliwość konsumpcji ogromnie zróżnicowanej rozrywki online w zaciszu własnych domów. Jasne, że kochają muzealne ekspozycje online – w gruncie rzeczy oczekują ich. Ale my, tak jak prasa papierowa, nie znaleźliśmy jeszcze sposobu na czerpanie zysku z tych wszystkich wspaniałych rzeczy, które umieszczamy w Sieci.

A więc co możemy z tym zrobić?

Po pierwsze, przekształcamy zagrożenie w szansę i używamy Internetu, żeby przebić się przez nieprzezroczyste ściany naszych muzeów. Udostępniając zdigitalizowane zbiory w sensownywzbudzający zainteresowanie sposób uświadamiamy ich istnienie, nawet jeśli nie nikt nie płaci za dostęp do nich. Blogi, nagrania video czy rzeczywistość rozszerzona mogą sprawić, że ludzie będą świadomi czym jest przechowywanie zbiorów, dlaczego jest ono potrzebne i co to dla nich oznacza. Nowa generacja badaczy, którzy używają blogów, TwitteraFacebooka może dzielić się swoimi dokonaniami i pasją do historii, sztuki i nauki. Naukowcy mogą też zapraszać do pomocy i udziału w ich pracy poprzez crowdsourcing oraz otrzymywać wsparcie przez finansowanie społecznościowe (crowdfunding). Zarówno same muzea jak i reprezentujące je stowarzyszenia (takie jak AAM) mogą dzięki tym narzędziom udowadniać i promować świadomość tego, że świat staje się lepszy dzięki naszemu wkładowi w wiedzę.

Czy to wystarczy? Samo w sobie nie… ale to dopiero początek. Podzielcie się swoimi przemyśleniami na temat przyszłych modeli ekonomicznych muzeów oraz linkami do artykułów, które mogą wzbogacić dyskusję na ten temat.

© Elizabeth Merritt, Our Broken Economic Model, Center For The Future of Museum blog, 05.06.2012, http://futureofmuseums.blogspot.com.au/2012/06/our-broken-economic-model.html. Tłum. Katarzyna Nowak, tytuł pochodzi od redakcji.

Elizabeth Merritt jest dyrektorem założycielem The Alliance’s Center for the Future of Museums.

The Alliance’s Center for the Future of Museums (CFM) pomaga muzeom odpowiadać na kulturowe, polityczne i ekonomiczne wyzwania stojące przed społeczeństwem oraz pracować nad strategiami kształtującymi lepszą przyszłość. CFM to think tank – laboratorium badań i dizajnu, wspierające kreatywność i pomagające muzeom przekraczać tradycyjne granice, by służyć społeczeństwu za pomocą nowych metod. Zobacz więcej na: www.futureofmuseums.org.

The American Alliance of Museums (AAM) zrzesza muzea od 1906 roku, pomagając podnosić standardy i jakość pracy oraz gromadzić wiedzę i dzielić się nią, a także zapewniając wsparcie w kwestiach istotnych dla całej społeczności muzealnej. Ponad 17 tys. członków indywidualych, 3 tys. instytucji (z USA i międzynarodowych) i 300 członków wspierających współdziała w realizacji misji stowarzyszenia, którą jest gwarantowanie, że muzea pozostaną istotną częścią amerykańskiego krajobrazu, pozwalając na kontakt z ludzkimi doświadczeniami, kulturą i sztuką. Zobacz więcej na: www.aam-us.org.