Forum Nowej Nauki – kolejne podsumowania

17 i 18 kwietnia na UJ odbyła się konferencja Forum Nowej Nauki. Nauka 2.0: więcej niż internet. Jej organizatorem było Centrum Innowacji Transferu Technologii i Rozwoju Uniwersytetu (CITTRU). Kilka dni później na HiM opublikowałem podsumowanie pierwszego dnia tego wydarzenia:

Przed przyjazdem do Krakowa zastanawiałem się, jaki charakter będzie miała ta konferencja: okazało się, co nie do końca sugerowały tematy wystąpień zamieszczone w programie, że jest to oferta raczej dla tych, którzy pierwszy raz spotykają się z ideą otwartej nauki, nauki obywatelskiej, blogosferą naukową czy nowymi trendami w mierzeniu i ocenianiu aktywności naukowej w Sieci (altmetrics). Być może to dobre wprowadzenie do konkretnych szkoleń, które CITTRU organizuje przecież w ramach swojej misji.

Na ten aspekt przygotowanego przez CITTRU wydarzenia zwrócił uwagę na swoim blogu Zbigniew Osiński (Zakład Bibliotekarstwa, Książki Współczesnej i In. Środków Przekazu na UMCS w Lublinie). Wdług niego – biorąc pod uwagę taki a nie inny target konferencji, dość niepokojący staje się charakter niektórych wystąpień z Forum Nowej Nauki:

Konieczne jest wyraźnie oddzielenie postulatów realnych i potrzebnych (otwarty dostęp do wiedzy naukowej w Internecie, rozwój komunikacji naukowej dzięki możliwościom Sieci) od postulatów nierealnych i sprzecznych z istotą nauki (nauka obywatelska, otwarte badania). Konieczne jest także unikanie mylenia nauki (tworzenia wiedzy dzięki badaniom) z narzędziami służącymi nauce oraz nauki z edukacją.

oraz:

Omawiana konferencja dostarczyła informacji o wielu możliwościach udoskonalenia procesu badań i publikowania w nauce, związanych z Internetem. Pokazała też, że zasada – dobre jest wrogiem lepszego – funkcjonuje. Wielu uczestników konferencji w swoim rewolucyjnym zapędzie do zmian w nauce, chcąc ją usprawnić, prezentowało niejednokrotnie pomysły na jej zniszczenie. Podstawową korzyścią, którą wyniosłem z tej konferencji, jest lepsze zrozumienie dlaczego wielu badaczy nieufnie odnosi się do idei Nauki 2.0 i jej propagatorów. Odnoszą bowiem wrażenie, że jest to raczej sposób na rozwój kultu amatora (wzorem amatorszczyzny wielu „dzieł” w YouTube) niż szansa na modernizację nauki.

Po części zgadzam się z krytycznymi opiniami Zbigniewa Osińskiego. Wydaje mi się – kiedy spojrzeć na nie z dystansu – że jest to apel o wypracowanie odpowiedniego języka czy semantyki mówienia o nowej nauce (podobny problem akcentowałem też w rozprowadzanym na konferencji tekście Świat końca 2.0). Nie sprowadzajmy wszystkiego do gadżetów i idealnej darmowości. Z drugiej jednak strony, ostro oponowałbym przeciwko stwierdzeniom takim jak na przykład to:

Nie budzi za to wątpliwości postulat otwartego dostępu do treści prac naukowych umieszczonych w Internecie. Niewątpliwie zyskałaby dzięki temu zarówno dyskusja naukowa, jak i popularyzacja nauki. Niestety, zasady oceny badaczy i jednostek naukowych preferują zamknięty model publikowania w książkach i czasopismach uznanych za naukowe – drogich, trudno dostępnych, których główną zaletą jest dobry proces recenzyjny. Z tym, że ten model publikowania, poprzedzony recenzjami, jest do zastosowania także w przypadku otwartego dostępu w Internecie. Obecnie, ze względu na politykę ocenienia dorobku, model otwarty jest niezgodny z interesami badaczy.

Wydaje mi się, że autor komentarza myli problemy: argumentem przeciw otwartości w badaniach (otwartej nauce – open access czy blogowaniu naukowemu – nie mówię tu o nauce obywatelskiej) nie może być fakt, że taka działalność nie zawsze się naukowcom opłaca. To, że notki na blogu naukowym nie da się przekuć na cenny punkt do dorobku nie jest problemem blogowania naukowego tylko konserwatywnego systemu, który tej aktywności nie zauważa i nie docenia. Szczególnie kiedy mówimy o humanistyce i naukach społecznych, gdzie komunikacja między badaczami opiera się chyba głównie na dyskusjach o ideach, metodach i lekturach, a nie przeprowadzaniu drogich i skomplikowanych badań (których wyniki od razu chciałaby wykraść konkurencja). Jest też oczywiście jakaś racja społeczna – skoro społeczeństwo finansuje badaczy dobrze byłoby, żeby mogło w łatwy sposób sprawdzić, czym się aktualnie zajmują. Przy zamkniętym modelu nie ma na to szans bez wizyty w bibliotece naukowej i przebrnięciu przez specjalistyczny język.

Wydaje mi się, że problemem jest też mówienie o zmianach w nauce w bardzo ogólnej, całościowej perspektywie. Podczas konferencji rozmawiałem krótko z Pawłem Szczęsnym, bioinformatykiem z UW promującym mocno idee otwartości w nauce i ostatecznie przekonałem się, że podejmowanie tego tematu największy sens ma w przypadku odoszenia się do konkretnych dziedzin, mających przecież swoje unikalne cechy. O 2.0 mówmy inaczej w perspektywie biologii, nauk technicznych czy prawa, inaczej w perspektywie sojologii, historii czy filozofii.

Zresztą to nie koniec problemów z językiem – proszę przeczytać najnowszy wpis o ironicznym tytule opublikowany na blogu Pawła:

Open Access means people die

Inne relacje z Forum Nowej Nauki w internecie (przecież nie będziemy czekać na sprawozdanie w drukowanym czasopiśmie) to m.in. wpis na blogu nauka 2.0 solutions, notka na blogu Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego, relacja Radosława BombyAnny Nacher.