Rekonstrukcje historyczne skuteczniejsze niż pomniki?

Można pisać o rekonstrukcjach historycznych jako o zjawisku zdeterminowanym przez dominującą we współczesnej kulturze formę kontaktu z przeszłością (afektywną i wizualną). Można jednak spojrzeć na nie z nieco innej perspektywy – jako realnej (przynajmniej z powodu popularności) alternatywy wobec tradycyjnych form publicznego upamiętniania przeszłości. Dotyczy to zwłaszcza pomników, których oryginalne znaczenie jest dość łatwo neutralizowane.

Przynajmniej tak chce ten problem postawić Stephen Gapps, doktorant University of Technology w Sydney, aktywny uczestnik inscenizacji historycznych i jeden z szefów firmy zajmującej się ich organizacją. Jego esej On Being a Mobile Monument: Historical Reenactments and Commemorations opublikowany został w wydanym w zeszłym roku zbiorze artykułów Historical Reenactment: From Realism to the Affective Turn (red. Iain McCalman, Paul A. Pickering).

Chociaż zaangażowanie Gappsa w ruch odtwórstwa historycznego wpływa na jego ocenę tego zjawiska (do czego sam się przyznaje), jego perspektywa wydaje mi się dość ciekawa. Patrzy on bowiem na uczestników inscenizacji jak na żywą, mobilną alternatywę tradycyjnych pomników (mobile monuments).

Autentyczność i zaangażowanie

Kluczem do potencjału tej formy upamiętniania jest autentyczność (historyczność). Chociaż koncepcja historyczności w ruchu odtwórstwa historycznego nie jest zdefiniowana raz na zawsze, dziś – jak przekonuje autor – staje się podstawową ideą dla uczestników tego typu wydarzeń – nawet czymś w rodzaju św. Graala odtwórstwa, stanem, do którego się dąży, ale którego nigdy się w pełni nie osiąga.

Autentyczność, zaangażowanie, emocje – to cechy skutecznego pomnika. Kiedy brakuje tradycyjnych pomników, rekonstrukcje mogą w doskonały sposób wypełnić lukę w zbiorowej pamięci. Stephen Gapps wskazuje na casus rebelii Castle Hill z 4 marca 1808 roku, podczas którego więźniowie-koloniści zesłani z Irlandii (m.in. za uczestnictwo w powstaniu z 1798 roku) zbuntowali się przeciwko okrucieństwom brytyjskiej władzy w kolonii New South Wales. Jeszcze do niedawna to wydarzenie było jednym z najmniej znanych wśród mieszkańców Australii epizodem historii kontynentu. Dzięki pracy lokalnych historyków obywatelskich, od lat 70. wiedza o buncie i Drugiej bitwie pod Vinegar Hill (gdzie doszło do potyczki z brytyjską armią) powoli przenikała do świadomości społecznej. Brakowało jednak czytelnego znaku, pomnika, którym można byłoby potwierdzić historyczność tych wydarzeń i uprawomocnić pamięć o nich – dokładnego miejsca bitwy z 1804 roku nie udało się określić. Kiedy ostatecznie w symbolicznym miejscu wystawiono niewielki pomnik, nigdy nie zyskał on pełnej akceptacji, również treść inskrypcji była wielokrotnie zmieniana. Zdaniem krytyków, obiekt co prawda przypominał o Vinegar Hill, jednak włączał to wydarzenie w dominującą narrację o przeszłości, stawiał je wyłącznie w perspektywie historii Australijczyków (a nie historii kolonistów irlandzkich w Australii).

W 2006 roku sytuacja zmieniła się diametralnie. Tysiące mieszkańców Sydney pojawiło się na rekonstrukcji bitwy pod Vinegar Hill. Jej przebieg relacjonowano w telewizji. Ważna była nie tylko popularność samej inscenizacji, ale też fakt, że po stronie powstańców brali w niej udział rekonstruktorzy pochodzenia irlandzkiego. Ich zaangażowanie w budowanie tego specyficznego, opartego na performensie pomnika było tak wielkie, że organizatorzy z niemałym trudem udaremnili im – ahistoryczne przecież – zwycięstwo.

Skuteczniejsze niż pomniki

Stephen Gapps widzi w tego typu rekonstrukcjach prawdziwą alternatywę dla pomników, których siła oddziaływania i rozpoznawany kontekst tak łatwo się zmieniają. Jak pisze Frank Ankersmit, pomnik przypomina fragment przeszłości, który bezradnie rozciąga się w teraźniejszości i nie może bronić się przed wszystkimi niestosownościami, które będziemy nań projektować. Tymczasem z perspektywy pojedynczego uczestnika inscenizacja może być formą bardzo osobistej i emocjonalnej relacji z przeszłością, podpartej jednak znajomością faktów historycznych i ich materialnego tła.

Odtwórcy jako mobilne pomniki to dość intrygująca idea. Przypomina mi koncepcję bycia muzeum (self as museum) – sugestię, że chwiejna postmodernistyczna podmiotowość może być w pewien sposób ustabilizowana poprzez integrację z archiwum. Gapps komentuje w ten sposób spotkanie z jedną z uczestniczek rekonstrukcji czasów Wojny Secesyjnej, która w czasie pokazów odtwarzała postać swojej prababci. Jak podkreśla, dziewczyna nie tylko zgromadziła pokaźny zasób dokumentów i przedmiotów, pozwalający na rekonstrukcję postaci, ale także rekonstruowała ją publicznie, wobec widzów i innych uczestników inscenizacji. Tego typu działanie miało być alternatywą wobec tradycyjnej formy upamiętnienia – wizyty na cmentarzu, złożenia kwiatów itp. Tym razem pomnik poświęcony prababci został wystawiony publicznie i przyjął formę preformansu.

Z perspektywy widza rekonstrukcji – mogą być one emocjonalnym, bezpośrednim, ale też estetycznym kontaktem z przeszłymi wydarzeniami, niezapośredniczonym przez budowane z politycznych motywacji pomniki. Tradycyjne pomniki – jak pisze Gapps – z reguły zamykają przeszłość, konserwując stare konflikty i wzmacniając dominującą narrację o przeszłości. Tymczasem rekonstrukcje przez swoją popularność i angażujący charakter mogą otwierać ją na nowo, tak jak w przypadku Castle Hill: Rekonstrukcje historyczne są mniej jasno określone i uporządkowane niż tradycyjne pomniki. Rekonstrukcje pozwalają historii być, jeśli tego chce, wciąż niezakończonym działaniem. Pomagają też angażować się w wydarzenia z przeszłości, które wydają się być ledwo widoczne w teraźniejszości.

W tym ciekawym artykule autor nie wziął pod uwagę przynajmniej jednej niezwykle istotnej kwestii. Model funkcjonowania grup rekonstrukcji historycznych opiera się obecnie m.in. na współpracy z władzami publicznymi, które są zainteresowane uatrakcyjnieniem obchodów ważnych wydarzeń historycznych. W takim przypadku inscenizacja powielać może dominującą narrację o przeszłości albo stanie się wyłącznie komercyjnym produktem, atrakcją turystyczną, której historyczny kontekst będzie jedynie niemym tłem.

Co ciekawe, rekonstrukcje historyczne są dla Gappsa dużo bardziej ryzykownym przedsięwzięciem niż tradycyjne pisarstwo historyczne. Po pierwsze angażują emocjonalnie, po drugie – trzeba sprawdzać efekt swoich badań bezpośrednio na sobie (wearing the contents of your research as costume). Także odbiorcy swoje uznanie lub krytykę wobec rekonstrukcji okazują zdecydowanie bardziej emocjonalnie i bezpośrednio niż redaktorzy recenzji w naukowych czasopismach historycznych (a przynajmniej tak chciałoby się to widzieć).

Grafika: Powstanie więźniów w Castle Hill, 1804 (domena publiczna)