Długa perspektywa cyfrowej humanistyki

Niniejszy materiał został opracowany na podstawie blogowej notki Where’s the Beef? Does Digital Humanities Have to Answer Questions?, publikowany w licencji CC-BY-NC-SA. Autorem tekstu jest Tom Scheinfeldt z CHNM. Tłumaczenie: Edyta Fiećko, opracowanie: Marcin Wilkowski.

Krytyka cyfrowej humanistyki zazwyczaj dotyczy sprawy podstawowej: czy jest ona w stanie dać odpowiedzi na takie pytania, wobec których tradycyjne dziedziny są bezradne? Jaką dyskusję o humanistyce i jaką jej wizję może zaproponować digital humanities?

Nie tylko badacze spoza cyfrowej humanistyki zwracają uwagę na brak dyskusji w jej ramach. Podkreślają to też jej praktycy. Jednym z nich jest Rob Nelson z Digital Scholarship Lab przy University of Richmond. Podczas niedawnej odsłony THATCampu poruszył on ten temat w swoim wystąpieniu: chociaż istnieją projekty, których celem jest budowanie ogólnych tez i idei (to present arguments), to ciągle jest ich niewiele i mam wrażenie, że większość z nich nie miała jak dotąd znaczącego wpływu na środowiska akademickie, przynajmniej w zakresie historii. W jednym z niedawnych postów zamieszczonych na liście mailingowej the Humanist, autor „marzy” o „systemie komputerowej interpretacji tekstu, który pozwoliłby na analizę danych na poziomie mikro, z natychmiastowym przełożeniem na rezultaty w skali makro”.

Takie oczekiwania są uzasadnione. Czy cyfrowa humanistyka powinna prowokować nowe dyskusje i wypracowywać odpowiedzi na pytania? Tak, to przecież ostatecznie podstawowe zadanie nauk humanistycznych. Czy jednak cyfrowa humanistyka jest dziś w stanie to robić? Prawdopodobnie nie – i to jest powód do niepokoju. Z tego wynika kolejne, trudniejsze już pytanie: kiedy cyfrowa humanistyka mogłaby zacząć inspirować nowe dyskusje? Czy powinna je wywoływać już teraz? Czy już teraz powinna rozwiązywać nierozwiązalne dotąd wyzwania tradycyjnej humanistyki?

***

W 1703 roku zmarł genialny konstruktor, matematyk i eksperymentator, Robert Hooke, zwalniając okupowaną od ponad 40 lat i bardzo sugestywnie nazwaną posadę Kustosza Eksperymentów (Curator of Experiments) w Royal Society. Do jego obowiązków na tym stanowisku należało przygotowanie publicznych prezentacji, podczas których członkowie stowarzyszenia mogli zapoznać się z rozmaitymi zjawiskami naukowymi (scientific phenomena). Podczas prowadzonych przez siebie spotkań Hooke często organizował sekcyjne badania zwierząt, demonstrował pompę próżniową (upowszechnioną przez Roberta Boyle’a, ale wymyśloną właśnie przez Hooke’a), pokazywał też slajdy z mikroskopowym obrazem rozmaitych preparatów. Ważną funkcją tych częściowo naukowych, częściowo towarzyskich, a częściowo teatralnych wystąpień było pozyskiwanie funduszy z kieszeni co zamożniejszych członków stowarzyszenia, którzy byli nimi bardziej ze względu na swoje możliwości finansowe niż z powodu osiągnięć na polu naukowym. Kontakt z niezwykłymi zjawiskami i wynalazkami miał ich być dla nich źródłem rozrywki i przekonać do wsparcia działań Royal Society.

Po śmierci Hooke’a stanowisko Kustosza Eksperymentów przejął Francis Hauksbee, który kontynuował program publicznych wystąpień. Wielu z tych prezentacji towarzyszyła „elektryczna maszyna”, obracająca się wokół własnej osi szklana próżniowa kula, w której w momencie przyłożenia tarcia (za pomocą ręki, tkaniny czy kawałka futra) wytwarzał się ładunek elektrostatyczny. Hauksbee ulepszył to wynalezione kilka lat wcześniej urządzenie tak, że wytwarzało jeszcze silniejszy ładunek. Prawdopodobnie największą innowacją wprowadzoną przez niego było jednak zastosowanie niewielkiej ilości rtęci, która rozświecała kulę w momencie uruchamiania całego mechanizmu. W epoce rozświetlanej przez światło świec, na kontynencie, gdzie zima jest ciemna i długa, stworzenie nowego źródła sztucznego światła mogło uchodzić za niezwykłe zjawisko i ostatecznie kula Hauksbee’a stała się popularnym narzędziem rozrywki nie tylko na zebraniach ówczesnych towarzystw naukowych, ale także na salonach całej Europy. Jego projekt był początkiem całej eksplozji podobnych eksperymentów nad urządzeniami elektrycznymi i towarzyszących im prac teoretycznych takich autorów jak Stephen Gray, John Desaguliers i Pieter van Musschenbroek.

Dopiero w drugiej połowie XVIII i na początku XIX w. Franklin, Coulomb, Volta i w końcu Faraday dostarczyli stosownych teoretyczno-matematycznych odpowiedzi na pytania dotyczące prądu, które wywołała „maszyna elektryczna” Hauksbee’a. Dopiero po dziesiątkach lat eksperymentów i badań zjawisko elektryczności mogło być dobrze teoretycznie opisane i wyjaśnione.

***

Ta historia ma morał. Korzystanie z narzędzi (instruments, tools) jest podstawą zarówno cyfrowej humanistyki i nauk ścisłych (science). Czasem nowe narzędzia budowane są po to, aby odpowiedzieć na istniejące już pytania. Czasem, jak to było w przypadku „elektrycznej maszyny” Hauksbee’a, nowe pytania i nowe odpowiedzi są efektem ubocznym prac nad nowymi narzędziami. Można wyróżnić okres, w którym to narzędzia, a nie teorie są w centrum naukowego zainteresowania.

Cyfrowa humanistyka musi ostatecznie generować dyskusje. Musi odpowiadać na pytania. Ale czy już w tej chwili? Podobnie do osiemnastowiecznych filozofów przyrody postawionych przed masą dziwnych nowych narzędzi, takich jak mikroskopy, pompy próżniowe i maszyny elektryczne, być może i my potrzebujemy czasu aby odnaleźć znaczenie naszych nowych cyfrowych narzędzi i opisać wywołane nimi nowe zjawiska, których dziś nie potrafimy ani przewidzieć, ani od razu wytłumaczyć.

I ostatecznie, muszą zostać wypracowane dwa modele cyfrowej humanistyki: pierwszy, kreujący dyskusje i odpowiadający na pytania – i drugi, w ramach którego budowane będą nowe narzędzia i gromadzone zasoby, wciąż w perspektywie zdefiniowanych wcześniej problemów. Potrzebujemy czasu na eksperymenty i.. na zabawę.

Osiemnastowieczna kula elektryczna była przez jakiś czas zwykłą salonową sztuczką. Działo się tak do momentu, w którym w oparciu o jej działanie zaczęto zadawać odpowiednie pytania.