Uwaga: ten wpis został opublikowany dość dawno (08.09.2010) i jego treść może nie być aktualna. Dodawanie komentarzy zostało zablokowane.

James Bridle o nowej historiografii

Na ReadWriteWeb przeczytałem dziś o dość niezwykłym wydawnictwie. Oto James Bridle (ekspert branży wydawniczej interesujący się z nowymi formami pisarstwa i publikowania) przygotował wielotomowe wydanie edycji wikipedystycznego artykułu dotyczącego wojny w Iraku: w dwunastu tomach na 7 tys. stron opublikowano informacje o 12 tysiącach zmian, jakie internauci wprowadzali do treści tego hasła.

James Bridle przygotował projekt, który ukazywać ma współczesne mechanizmy opisywania historii: This is historiography. This is what culture actually looks like: a process of argument, of dissenting and accreting opinion, of gradual and not always correct codification. Jego zdaniem po raz pierwszy mamy dostęp do systemów, które rejestrują każdy głos w nieustannej dyskusji o przeszłości. Nietrałość zapisu cyfrowego powoduje, że tego typu zasoby (które Bridle bez żadnych wątpliwości uznaje za część dziedzictwa) mogą w łatwy sposób zniknąć. A przecież ich analiza pozwala na zbadanie nie tylko tego, jak mogło być naprawdę (w tym przypadku np. poznanie przyczyn wojny w Iraku czy najważniejszych faktów dotyczących jej przebiegu), ale też umożliwia podejrzenie procesu kolektywnego budowania historii (czy w ogóle wiedzy). Dla Bridle’a Wikipedia jest ucieleśnieniem pewnej utopii (na co sam wskazuje), w której rozproszony system edycji, tysiące niezależnych od siebie autorów i brak centralnej kontroli ze strony władzy czy korporacji umożliwia dotarcie do prawdy: We need to talk about historiography, to surface this process, to challenge absolutist narratives of the past, and thus, those of the present and our future.

Pomijając te fantastyczne założenia warto jednak zainteresować się problemem, na który wskazuje Bridle, tym bardziej, że polska rzeczywistość ostatnio nie skąpi nam okazji do obserwowania (czy nawet uczestnictwa) w procesie budowania interpretacji przeszłości. W sprawie strajkowej historii Henryki Krzywonos internet pełni niezwykle istotną rolę: to w nim publikowane są urywki materiałów źródłowych, komentarze historyków i świadków, niedostępne lub w ograniczonym zakresie prezentowane w tradycyjnych mediach (telewizja, drukowana prasa itp.). Niezliczone komentarze na forach i na blogach próbują udowodnić niezliczone i przeczące sobie tezy, powstają mniej lub bardziej zaawansowane i wiarygodne przeciwhistorie, konstruowane w opozycji do dominującej historycznej narracji. Nie sądzę, żeby te internetowe dyskusje miały jakiekolwiek pozytywne przełożenie na wyniki badań nad historią wydarzeń Sierpnia 1980 roku, jednak ich społeczny zasięg jest olbrzymi (szczególnie w porównaniu z zasięgiem monografii naukowych).

Idąc za myślą Bridle’a trzeba przyznać, że ten ogromny ruch w Internecie posiada pewien potencjał: nie chodzi tutaj o potencjał w odkrywaniu prawdy, ale zjawisko ukazujące naturę współczesnej historiografii (rozumianej jak najszerzej jako opisywanie historii). Cechą tego procesu jest choćby odrzucenie prymatu ekspertów (żadna teza nie jest uprzywilejowana tylko dlatego, że została wyrażona ex catedra) czy niezwykle szeroka panorama interpretacji (od niezwykle merytorycznych po teorie spiskowe). Proces opisywania przeszłości ma niezwykle dynamiczny charakter – nie ma szans na osiągnięcie stanu constans, na zaakceptowanie przez większość dominującej interpretacji, czy nawet zgody na podstawowe fakty.

Wydaje mi się, że jeśli szukać w tym jakiejkolwiek wartości, to można znaleźć ją jedynie w możliwości analizy samego procesu i zbadaniu rządzących nim mechanizmów. Być może miałoby to określoną wartość w perspektywie kształtowania polityki historycznej czy budowania nowych modeli edukacji o przeszłości.

Drukowane przez Bridle’a fragmenty Wikipedii to także próba zwrócenia uwagi na problemy z odpowiednim udokumentowaniem tego typu procesów. Korzystamy z narzędzi (choćby wyszukiwarki), które informują nas na bieżąco o tym, jak toczy się publiczna debata o przeszłości, ale nie mamy żadnej polityki jej archiwizowania. Za kilka lat nikt nie będzie miał do niej dostępu.

Fot. James Bridle, CC-BY-NC-SA



• • •


Kilka razy w miesiącu wysyłany jest newsletter z informacją o nowych materiałach dostępnych na Historiaimedia.org. Nie ma w nim żadnych reklam. W każdej chwili można zrezygnować z subskrypcji. Proszę o podanie adresu email:

 

Bezpieczeństwo adresów w bazie subskrypcji zapewnia system NinjaMail.

Licencja Creative CommonsO ile nie zaznaczono inaczej tekstowa treść tego artykułu jest dostępna na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Unported.

Komentarze

Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety. Komentarze są moderowane.

  1. Jorge pisze:

    Parę słów w temacie wypowiada też Umberto Eco