Blogi i mikroblogi: ewolucja interfejsu a nie gatunków treści

O blogach dyskutować można na wielu poziomach. Dla wielu są one wciąż jeszcze wyłącznie kiczowatymi internetowymi dziennikami, prowadzonymi przez dorastające nastolatki – co automatycznie ma dyskwalifikować tę formę sieciowej aktywności. Pogląd taki – oparty bardziej na ogólnej statystyce niż doświadczeniu – to raczej dowód pewnego rodzaju cyfrowego wykluczenia albo rzeczywistej wiary w to, że blogowanie jest dowodem na upadek kultury i wielkim zagrożeniem dla tradycyjnego pisarstwa, dziennikarstwa, obiegu nauki. Taki wątek znalazł się choćby w wystąpieniu Doris Lessing po otrzymaniu nagrody Nobla: How will our lives, our way of thinking, be changed by this internet, which has seduced a whole generation with its inanities so that even quite reasonable people will confess that once they are hooked, it is hard to cut free, and they may find a whole day has passed in blogging etc.

Na drugim końcu tej interpretacyjnej barykady są poglądy mówiące o wypalaniu się schematu bloga wobec nowych sposobów publikowania i agregacji treści w internecie (mikrobloggingu). Poglądy te akcentują (słusznie) pewną ewolucyjność form komunikowania się w Sieci, posługują się jednak sztywnymi definicjami gatunków. A to błąd.

Scott Rosenberg jest autorem książki Say Everything: How Blogging Began, What It’s Becoming, and Why It Matters, w której opisuje genezę blogowania i jego miejsce na mapie startegii komunikacyjnych w internecie. W ciekawym wywiadzie w Wired pytany o relacje między Twitterem (microblogging) a blogowaniem odpowiada: There have always been two types of blog posts: brief incidental blurts—really short one-line things, quick links—and more substantial statements. Twitter has taken that brief, blurting blogging and put it to rest. That pushes blogs toward a tradition of real writing. (…) The [blog] form is so useful, so simple, and so open to people who want to use it that interesting blogs 10 years from now will look surprisingly like they do today. I wouldn’t be surprised if Boing Boing is still doing its thing very similarly 10 years from now.

Rosenberg nie mówi tego wprost, ale wskazując na dwa różne typy blogowych postów (szybkie notatki z kilkoma linkami i komentarzem oraz rozbudowane artykuły) przyznaje, że blog jako gatunek jest bardzo elastyczny. Jeśli zaczniemy analizować rozmaite formy publikacji treści w internecie zobaczymy, że być może tak naprawdę liczą się nie gatunki jako narzędzia publikacji (blog, wiki, strona domowa, mikroblog) ale gatunki jako formy treści (gatunek literacki, forma utworu literackiego, charakteryzująca się swoistą budową oraz stylistyką). Na blogu najróżniejsze gatunki dostępne być mogą w ramach jednej infrastruktury publikacji. Możemy opublikować tam artykuł naukowy z przypisami, opowiadanie, wiersz, film albo nagranie audio. W formule wiki zmieści się nie tylko internetowa encyklopedia (posiadająca określoną, stałą formę haseł) ale też np. swobodne notatki połączone hiperłączami czy zestawy danych bibliograficznych. Na Twitterze w 140 znakach opublikować można suchą informację, zgryźliwy komentarz czy haiku. Można nawet zadać pytanie, czy internet zawłaszcza gatunki literackie?

Być może zamiast pojęciem gatunku lepiej posługiwać się w dyskusjach o blogach i mikroblogach terminem interfejsu kulturowego, który zaproponował w oparciu o HCI Lev Manovich w Języku nowych mediów: będę używał terminu interfejs kulturowy do opisania interfejsu człowiek-komputer-kultura, czyli sposobu, w jaki komputer udostępnia dane kulturowe i pozwala nam na interakcję z nimi. Interfejsy kulturowe to między innymi interfejsy używane przez projektantów stron internetowych, płyt CD-ROM i DVD, encyklopedii multimedialnych, muzeów i czasopism online czy gier komputerowych. Spojrzenie na blog jako interfejs dostępu i publikacji różnorodnych gatunkowo treści skutecznie zabezpiecza przed budowaniem naiwnych teorii o wyczerpaniu się jego formuły.

Dobrym komentarzem do tej dyskusji może być też notka Piotra Czerskiego, który w ten sposób tłumaczył nowe otwarcie w swojej długiej blogowej aktywności: dlaczego jednak cokolwiek pretensjonalnie brzmiący “dziennik”, zamiast nowoczesnego, profesjonalnego “bloga”? Otóż: właśnie dlatego. I chose not to choose blog: I chose something else. Przyglądam się rozwojowi blogów od co najmniej ośmiu lat, przez niemal siedem prowadziłem własny: i z tej perspektywy blog jako forma wydaje mi się (mocne słowo – ) skompromitowany. Zupełnie nie odpowiadają mi efekty ewolucji tzw. blogosfery i jej (często wręcz komiczna) profesjonalizacja; nie odpowiadają mi wszystkie te przejrzyste rytuały uczestniczenia, komunikacyjne konwencje i pozornie nieskończona różnorodność, nieudolnie skrywająca niemal totalne zglajszachtowanie w ramach takiej albo innej kategorii;
W każdym razie interfejs pozostaje bez zmian.