Bękarty wojny – prawdziwe purée z historii

link

ib2

Widziałem niedawno Bękarty wojny, nowy film Quentina Tarantino. Nie ma sensu interpretować tego filmu w kategoriach historycznych – nikt nie oczekiwał od Tarantino zgodnej z faktami opowieści. Można oczywiście doszukiwać się pewnych inspiracji – co pośrednio zrobił Christopher Eger w przgotowanej przez siebie notce The Inglourious Basterds in Historical Reference. Bardziej interesujące jest jednak spojrzenie na to, co Tarantino wyrabia z historią i produktami kultury (kinem), które historią się posiłkują. Daniel Mendelsohn w recenzji opublikowanej w Newsweeku pisze, że Tarantino throws elements of both the war movie and the Western into his directorial blender and hits „purée”. Bękarty wojny to kompletne pomieszanie stylów i gatunków: znajdziemy tam elementy kryminału, filmu wojennego, nawiązania do schematów fabularnych popularnych wojennych produkcji takich jak Parszywa Dwunastka, Złoto dla zuchwałych, Kompania Braci czy włoska produkcja z 1978 roku zatytułowana The Inglorious Bastards

Pierre Sorlin, emerytowany profesor socjologii mediów audiowizualnych na Sorbonie, który należy do pionierów badania związków filmu i historii tak charakteryzuje źródła amerykańskiej świadomości historycznej: wielokrotnie zwracano uwagę, że skłonność Amerykanów do postrzegania własnej historii jako serii obrazów wyjętych z kina tworzy praktycznie nieprzekraczalną barierę, poprzez którą trudno dostrzec zdarzenia w weryfikowalnych kategoriach historycznych[1]. O ile większość amerykańskich filmów wojennych mniej lub bardziej stara się spełniać przynajmniej podstawowe wymogi historyczności, Tarantino nie przejmuje się nimi wcale. Dotyczy to nie tylko historycznych realiów politycznych czy militarnych, ale też samej konstrukcji bohaterów – nierealnych, papierowych, udziwnionych. Czy taka jest podstawa współczesnej świadomości historycznej?

Papierowi naziści

Manhola Dargis w recenzji Bękartów.. zamieszczonej w NYT pisze o kreskówkowych nazistach, którzy zapełniają fabułę filmu: Cartoon Nazis are not new to the movies, and neither are fascinating fascists, as evidenced by Ralph Fiennes’s Oscar-nominated turn in “Schindler’s List.” Unlike those in “Schindler’s List,” Mr. Tarantino’s Nazis exist in an insistently fictional cinematic space where heroes and villains converge amid a welter of movie allusions. He’s not making a documentary or trying to be Steven Spielberg: Mr. Tarantino is really only serious about his own films, not history. To radykalne odsłonięcie potencjału estetyzacji historii, jaką niesie ze sobą kino: ile razy w wojennych produkcjach główni bohaterowie wychodząc bez szwanku z największych opresji nie wyglądali wcale na zmęczonych, byli wciąż dobrze ubrani i mieli siłę do dalszej walki? Ile razy inscenizacje bitew (choćby słynna scena z Czasu Apokalipsy były raczej artystyczną impresją niż historyczną relacją?

Tymczasem Tarantino nawet nie udaje, że chodzi mu o estetyczny efekt, kiedy z takim pietyzmem relacjonuje już na początku filmu wizytę we francuskim domu pułkownika Landa – niemieckiego oficera tropiącego Żydów. Zresztą pięknych niemieckich mundurów zobaczyć można w filmie bardzo wiele. Czy zdajemy sobie sprawę z siły estetycznego przyciągania zła[2]?

Film i Holocaust

Kolejnym wątkiem relacji między filmem a historią – który można podnieść w kontekście projektu Tarantino – jest sprawa przedstawiania (obrazowania) Zagłady. W Bękartach… nie mamy na szczęście żadnych historycznych nagrań dokumentujących Holocaust – ich użycie byłoby na pewno nieetyczne. Mamy za to fabułę, której istotnym tłem jest właśnie Holocaust. Jego zło możemy jednak dostrzec tak naprawdę tylko w jednej scenie – tuż na początku filmu, kiedy to żołnierze pułkownika Landa zabijają ukrywających się pod podłogą domu Żydów. Im dalej rozwija się historia, tym bardziej Żydzi z bezbronnych ofiar stają się krwawymi oprawcami, mordującymi w wymyślny sposób niemieckich żołnierzy. Końcowa scena – spalenie żywcem nazistowskich przywódców w niewielkim paryskim teatrze – może być odebrana jako nawiązanie wprost do Całopalenia, Holocaustu (gr. holókaustos – spalony w całości).

Na problem ten zwraca uwagę przywoływany już Daniel Mendelsohn: The problem is that the movies aren’t real life, and this is where Tarantino, with his video-store vision of the world, gets into trouble. Controversies about the uses of Jewish suffering in World War II in popular entertainment—no matter how innocently such entertainment may be intended—go back at least as far as Mel Brooks’s „The Producers” in 1968, and exploded once again in 1997 when Roberto Benigni’s concentration-camp comedy, „Life Is Beautiful”, came out. It’s possible that at least some of the discussion of Inglourious Basterds will focus on the appropriateness (or inappropriateness) of using the Holocaust, even tangentially, as a vehicle for a playful, postmodern movie that so feverishly celebrates little more than film itself.

Mendelsohn przywołuje też odczucie, które podświadomie pojawiać się może wśród widzów filmu, świadomych nazistowskich zbrodni II wojny światowej i mających do nich emocjonalny stosunek. Mówi o the visceral pleasure of revenge – bardzo sensualnej przyjemności zemsty. Uczucie zemsty wynika z prostego odwrócenia historycznego schematu: u Tarantino to Niemcy stają się prześladowanymi Żydami: In history, Jews were repeatedly herded into buildings and burned alive (a barbarism on which the plot of another recent film, The Reader, hangs); in Inglourious Basterds, it’s the Jews who orchestrate this horror. In history, the Nazis and their local collaborators made sport of human suffering; here, it’s the Jews who take whacks at Nazi skulls with baseball bats, complete with mock sports-announcer commentary, turning murder into a parodic „game.” And in history, Nazis carved Stars of David into the chests of rabbis before killing them; here, the „basterds” carve swastikas into the foreheads of those victims whom they leave alive.

Obraz zamiast faktu

Nowy film Tarantino jest jednocześnie hołdem, nawiązaniem – ale i zaprzeczeniem całego gatunku filmów historycznych. Oglądając uważnie Inglourious Basterds dostrzec można największe wady tego gatunku, zauważyć, na jakich zasadach budowana jest filmowa gra z historią. Bękarty wojny zwiastują historię pozbawioną faktów i politycznych czy moralnych interpretacji. W przeszłości liczą się już tylko obrazy i emocje, które wywołać mogą historyczne postaci czy wydarzenia. To idealny produkt dla ahistorycznego społeczeństwa funkcjonującego w kulturze masowej, podobnie jak są nim – w polskim kontekście – muzeum Hansa Klossa w Katowicach czy niektóre formy upamiętniania Powstania Warszawskiego (np. nowy projekt Tomasza Bagińskiego „Hardkor 44″).

Notatki:

1 – zob. tłumaczenie rozmowy opublikowane w antologii Film i historia, wydanej niedawno przez Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego.

2Nazizm w sztuce: Jak wyobrażamy sobie zło?: „Naziści” Piotra Uklańskiego to przykład tego, jak na pierwszy rzut oka niepozorna instalacja może wzbudzić skandal. O 163 filmowych zdjęciach aktorów wcielających się w rolę hitlerowskich oficerów, wystawionych w Zachęcie w 2000 roku zrobiło się po raz pierwszy głośno po incydencie z udziałem Daniela Olbrychskiego. Zob. artykuł w portalu gazeta.pl

O ile nie zaznaczono inaczej tekstowa treść tego artykułu jest dostępna na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Unported.

Powiązane wpisy

Komentarze Bękarty wojny – prawdziwe purée z historii”

  1. jah napisał/napisała:

    Odbieram ten film jako kolejny przejaw tarantinowskiej dezynwoltury negującej to, co realne, konkretne, a w zamian hołubiącej pop kulturę. W tym sensie Tarantino jako twórca jest dzieciakiem. I czyni z swojej niedojrzałości atut. Jego filmy są popisem reżyserskiej sprawności. Lecz ich wartość refleksyjna i narracyjna jest żadna. On sam jest tego świadomy. A fakt, iż wielu innych pretendujących do wielkości twórców świadomości własnych ograniczeń jest pozbawiona, wynosi Tarantino ponad filmową przeciętność. „Bękarty” bawią i żenują zarazem.

  2. mw napisał/napisała:

    > Lecz ich wartość refleksyjna i narracyjna jest żadna.

    No właśnie, pytanie podstawowe: czy w takim przypadku jest sens głębszego analizowania jego filmów. Czy po prostu warto odbierać je jedynie estetycznie/koncentrować się na fabule

  3. PrzemekP napisał/napisała:

    1.Tarantino jest jednym z najwybitniejszych twórców kina współczesnego, bawi się perfekcyjnie elementami popkultury i modeluje je z mistrzowskim kunsztem budując swe obrazy.
    2. Bękarty… nie mają raczej żadnej głębszej treści i odniesień, nie wiem czy szukanie takowych na siłę nie będzie nadużyciem..
    3. Jeśli już doszukiwać się czegoś na siłę, to czy w filmowej, dość przewrotnej kreacji „krwawych” żydów i „ofiar” nazistów nie mamy próby odwrócenia dyskursu władzy? Jeśli postawimy ryzykowną tezę, że narracja holokaustu jest dyskursem władzy??? Nagle okazuje się, że reżyser monumentalny dyskurs władzy przerabia na groteskę?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Current ye@r *