Historia i Media

Podstawowe informacje o stronie

Relacje między historią a mediami, kultura historyczna, oddolne inicjatywy edukacyjne, nowe kierunki w humanistyce, potencjał digital history i digital humanities - to treść projektu Historia i Media. Więcej »

Newsletter

wysyłany kilka razy w miesiącu

Subskrypcja newslettera to najprostszy sposób na otrzymywanie informacji o nowych publikacjach, konferencjach i zasobach internetowych związanych z tematyką serwisu.

W druku

książki i czasopisma »

Tematem najnowszego numeru czasopisma Res Publica Nowa (3/2009) jest śmierć historii. Ta dość radykalna teza jest punktem wyjścia do rozważań na temat obecności historii we współczesnych społeczeństwach oraz jej relacji z pamięcią, kulturą i systemem państwowej edukacji.

 

“Historia w Internecie – Internet w historii” (sprawozdanie)

28 maja w Instytucie Historii Uniwersytetu Łódzkiego odbyło się sympozjum Historia w Internecie – Internet w historii. Było to spotkanie w raczej wąskim gronie, chociaż na szczęście nie wpłynęło to na intensywność dyskusji. Chciałbym krótko przedstawić najważniejsze według mnie elementy tego spotkania oraz opisać własne wystąpienie, publikując prezentację.

Historyk wobec internetu

Niezwykle interesujące – i dające wiele do myślenia – było wystąpienie prof. Rafała M. Stobeckiego Historyk wobec Internetu. Kilka uwag metodologicznych. Najprawdopodobniej tekst wystąpienia zostanie opublikowany w serwisie Histmag.org (który był jednym z organizatorów spotkania). Póki co chciałbym – na podstawie własnych notatek – krótko streścić jego tezy.

Prof. Stobecki już na wstępie zwrócił uwagę na znaczenie bariery pokoleniowej w podejściu historyków do internetu. Podstawowym problemem związanym z obecnością historii w Sieci jest pytanie o prawdę historyczną i to bez względu na to, czy traktujemy historię jako istniejącą obiektywnie rzeczywistość czy jako konstrukcję. Internet pozbawiać ma historię znamion naukowości, ponieważ na tych samych zasadach funkcjonują w nim treści różnej jakości: od artykułów naukowych aż po historyczne gry sieciowe, w których gracz dowolnie manipulować może historią.

Należy postawić również pytanie o rolę historyka w takiej sytuacji: czy internet powoduje zaburzenie podziału na amatorów i profesjonalistów. Dzięki internetowi każdy może być historykiem – jaki wpływ ma to na przekaz o przeszłości, dostępny w Sieci? Środowisko profesjonalnych historyków traci wymiar cechowy: aby być historykiem, należy spełniać pewne standardy metodologiczne i etyczne, konieczne jest też odpowiednie przygotowanie merytoryczne. W internecie głos profesjonalnego historyka jest warty tyle, co wypowiedź gimnazjalisty. Internet uprawomocnia każdą wypowiedź o przeszłości. Jakie są społeczne koszty demokratyzacji wiedzy?

Historia staje się towarem konkurującym na rynku – historycy tracą monopol na mówienie o przeszłości. Obok nich funkcjonują media i państwo, które aktywnie wykorzystują przeszłość, konstruują opowieści o niej.

Jakie funkcje pełni historia w internecie? Umożliwia utrwalenie subiektywnych wizji przeszłości – budowanie kontrhistorii – historiografii rewizjonistycznej. Sieć to także miejsce dobrej zabawy – liczy się głównie atrakcyjność przekazu – stąd tendencja do komercjalizacji opowieści o historii (np. sensacyjne artykuły historyczne publikowane w portalach).

Pojawia się także problem z udostępnianymi w internecie źródeł: czy tradycyjne mechanizmy krytyki zewnętrznej i wewnętrznej sprawdzą się w przypadku korzystania ze źródeł internetowych?

Digital history

W swojej prezentacji starałem się pokazać nowy kierunek w strategii wykorzystywania internetu w nauce historycznej:

Różne definicje digital history (z których najbardziej odpowiada mi koncepcja, którą przedstawił Orville Vernon Burton) pokazują, jak bardzo pojemne jest to pojęcie. Ponieważ jest ono dość intensywnie obecne w amerykańskiej dyskusji o internecie i historii, warto o nim wspomnieć. To dobry punkt wyjścia do schematu zaproponowanego przez Stevena Mintza – digital history to nie tylko komunikacja między historykami (wymiana maili, listy dyskusyjne itp.) czy publikowanie zasobów historycznych on-line, ale też pewna przestrzeń współpracy (interakcja).

123

Wydawało mi się ważne, aby w prezentacji o wykorzystaniu internetu w nauce historycznej wprowadzić pojęcie cyfrowego wykluczenia w nauce. Łączy się z tym także problem internet inequality, czyli zróżnicowania w korzystaniu z internetu spowodowanego zróżnicowaniem kompetencji użytkowników. Myślę, że o wykluczeniu cyfrowym w polskiej nauce historycznej na pewno można mówić: problemem jest już raczej nie tyle brak dostępu do internetu, ile brak otwartości i odpowiednich kompetencji poszczególnych osób czy środowisk. Czy tę negatywną sytuację – wobec braku odpowiednich zmian w treści kursów informatyki dla studentów historii – zapewni przyjście nowego pokolenia, dla którego internet jest naturalnym narzędziem?

Mówiąc o strategiach komunikacji – inspirując się trochę Mintzem – wskazałem na kilka projektów, które funkcjonowały na tym podstawowym etapie digital history. Tutaj internet jest głównie platformą komunikacji – między poszczególnymi użytkownikami, między instytucją a odbiorcami (choćby w przypadku udostępniania zasobów cyfrowych w ramach archiwów i bibliotek cyfrowych). Wspomniałem też krótko o dwóch ważnych według mnie koncepcjach, które warto poznać przy okazji dyskutowania o potencjale internetu w nauce historycznej. Długi ogon Andersona, chociaż jest koncepcją ekonomiczną, może pomóc w zrozumieniu roli internetu w popularyzowaniu zasobów historycznych (zob. Jak to z tym długim ogonem bibliotek jest?). Kolejną ideą wartą uwagi jest Open Access.

Przykład cyfrowego archiwum zamachów 11 września 2001 roku wksazuje na pojawienie się nowych form źródeł historycznych (fotografie i filmy cyfrowe, blogi itp.). Pisze o tym Daniel J. Cohen w swoim artykule The Future of Preserving the Past. Do wątku komunikacji warto też odnieść zagadnienie ukrytego internetu.

Nie tylko komunikacja

Jeśli można mówić o ewolucji koncepcji digital history etap interakcji będzie dla mnie najbardziej interesujący: tutaj Sieć staje się nie tylko platformą tradycyjnej cyfrowej komunikacji, ale pozwala też na współpracę i interakcję między historykami i społecznościami internetowymi. Przykładem projektu opartego o taki schemat jest Flickr Commons i idea crowdsourcingu. Warto jednak zabezpieczyć się przed brakiem krytycyzmu co do potencjału zbiorowej inteligencji – świetnie nadaje się do tego głośna książka Keena.

Współpraca między profesjonalnym historykiem (lub instytucją) a społecznością pasjonatów historii może mieć duży potencjał – także w kontekście polityki historycznej – co sugerował Tadeusz Olszański.

Internet staje się też przestrzenią, w której edukatorzy historyczni mogą wchodzić w interakcję z odbiorcami. Wikipedia jest na pewno przestrzenią, w której podobne projekty mogą być realizowane.

Zotero – działające w przeglądarce Firefox narzędzie do zbierania danych bibliograficznych z zasobów on-line to nie tylko sposób na ułatwienie pracy naukowej w internecie, ale także szansą na rozwinięcie współpracy między badaczami (wymiana i filtrowanie danych, udostępnianie zasobów ukrytego internetu itp.). Stąd już krok do koncepcji social scholarship, w której (w największym skrócie) internet staje się przestrzenią dyskusji naukowej.

Internet narzędziem symulacji historycznej?

Podczas sympozjum zainteresowały mnie również wystąpienia Sebastiana Adamkiewicza i Przemysława Damskiego, którzy udowodnili, że internet w badaniach historycznych nie jest niczym niezwykłym: to doskonały sposób na pozyskiwanie źródeł i opracowań, do których nie ma tradycyjnego dostępu. Ważne jest jednak odpowiednio krytyczne korzystanie z udostępnianych zasobów.

Katarzyna Nowak w swojej prezentacji podjęła temat internetu jako narzędzia symulacji historycznej. Rozmaite projekty internetowe (szczególnie gry) pozwalają według niej doświadczyć historii (Ankersmit, Język a doświadczenie historyczne). Ciekawa koncepcja, którą na pewno dałoby się obronić, nie została jednak podparta szczególnie mocnymi argumentami.

Sympozjum Historia w Internecie – Internet w historii było już drugim spotkaniem z cyklu. Pierwsze odbyło się 29 listopada w trakcie XVII Targów Książki Historycznej.

pixelstats trackingpixel
 

• • •

Tagi: , , , , , ,

Kategorie: Internet / Nowa metodologia

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »

 
  • Mam kilka uwag.

    “W internecie głos profesjonalnego historyka jest warty tyle, co wypowiedź gimnazjalisty.”

    - rozumiem, że w tym kontekście słowo gimnazjalista ma znaczenie pejoratywne. Domyślam się, że autorowi tych słów nie chodziło o ocenę “historyka” pod względem wieku (wszak młody człowiek również może mówić do rzeczy), ale o ocenę jego “merytoryczności”, zgodności tego co pisze z prawdą.
    Jeśli jest tak, jak napisałem, to z autorem słów się nie zgadzam, bo wypowiedzi niemerytoryczne w Internecie są bardzo łatwo weryfikowalne, a co za tym idzie, nie mają wcale takiego samego statusu jak wypowiedź merytoryczna. Naukowcy, którzy przecież też nie są wolni od popełniania błędów, mogą być poprawieni nie tylko przez kolegów po fachu, ale też przez lepiej (sic!) znających temat amatorów. Takiej łatwości w weryfikacji tekstów publikowanych w pismach naukowych (szczególnie polskich) już nie ma, bo – nie oszukujmy się – mało kto je czyta.

    „Warto jednak zabezpieczyć się przed brakiem krytycyzmu co do potencjału zbiorowej inteligencji – świetnie nadaje się do tego głośna książka Keena.”

    - do książki Keena ciekawy komentarz na blogu Antymatrix Edwina Bendyka. To jest dowód tego, o czym napisałem wyżej. Keen napisał książkę i był z siebie zadowolony, ale w spotkaniu z publicznością w redakcji „Polityki” został, jak to pisze Bendyk, “wypunktowany”. Co by było, gdyby książka ta pojawiła się w Internecie? Wśród trolli (których komentarze można usuwać) byłyby też merytoryczne uwagi, do których miałby dostęp każdy. Dziś o uwagach tych możemy znaleźć jedynie wspomnienie Bendyka, że były.
    Moim zdaniem sporym problemem Historii w Internecie są strony Internetowe, które mogłyby być źródłami, gdyby tylko ktoś archiwizował WSZYSTKIE zmiany, jakie się na nich dokonuje. Z tego co mi wiadomo teraz takiej możliwości nie ma.

     
     
     
  • bo wypowiedzi niemerytoryczne w Internecie są bardzo łatwo weryfikowalne

    tutaj bym się nie zgodził, idealnym przykładem takiej sytuacji może być Wikipedia. Problem oceny wiarygodności informacji w internecie wydaje się kluczowy.

    Domyślam się, że autorowi tych słów nie chodziło o ocenę “historyka” pod względem wieku (wszak młody człowiek również może mówić do rzeczy), ale o ocenę jego “merytoryczności”, zgodności tego co pisze z prawdą.

    tak, te słowa padły w specyficznym kontekście – rozmowa dotyczyła dyskusji historycznych na forach popularnych portali i jakości argumentów tam używanych.

    Co do Keena – na pewno niektóre jego uwagi i wątpliwości mają sens – warto chyba tę książkę traktować trochę jako skrajną alternatywę wobec zbyt optymistycznego i naiwnego patrzenia na kulturowy i edukacyjny potencjał internetu. Czasem wydaje mi się, że niektórym fanom nowych mediów odrobina krytycyzmu by się przydała.

    Moim zdaniem sporym problemem Historii w Internecie są strony Internetowe, które mogłyby być źródłami, gdyby tylko ktoś archiwizował WSZYSTKIE zmiany, jakie się na nich dokonuje. Z tego co mi wiadomo teraz takiej możliwości nie ma.

    no tak – w pracy naukowej dajemy przypis do strony www, której treść się zmienia – nie ma stałego punktu odniesienia (jak w przypadku publikacji drukowanej).

    Dziękuję za link do informacji o spotkaniu z Keenem – to pokazuje trochę charakter jego książki.

     
     
     
  • idealnym przykładem takiej sytuacji może być Wikipedia. Problem oceny wiarygodności informacji w internecie wydaje się kluczowy.

    Racja, z tym, że Wikipedię można zweryfikować niemal natychmiast. Hasła, które wymagają dopracowania w większości wypadków są oznakowane. W Encyclopedia Britanica już tak nie ma. Żadne pismo naukowe takiej możliwości nie daje. Owszem, są recenzje prac naukowych, ale ciekawą dyskusję na ich temat można przeczytać np. na blogu niedowiary.

    W słynnym zestawieniu brytyjskiej encyklopedii z Wikipedią to ta pierwsza wypadła lepiej, ale zestawienie to pokazało, że Britanica też nie jest wolna od błędów. Czy jest zatem wiarygodnym źródłem informacji? W Wikipedii przynajmniej zaznacza się, że do materiału powinno się podchodzić sceptycznie. A tak na prawdę, każdy powinien po prostu o tym wiedzieć. Dlatego, moim zdaniem, już w szkole podstawowej powinno się wprowadzić program nauczania korzystania z Internetu. Czas jest na to najwyższy. Nie chodzi o techniczne aspekty, ale właśnie o naukę krytycznego spojrzenia na tekst. Niby jest już to na polskim czy na historii, ale nie wiem, czy krytyczna analiza tekstu źródłowego ma praktyczne przełożenie na odbiór treści w Internecie. Być może taki kurs powinien trwać 1 semestr, ale powinien być.

     
     
     
  • Dodaj komentarz
     
    Twój gravatar
    Imię
     
     
     

    Można używać podstawowych znaczników XHTML w treści komentarza. Podany w formularzu mail nigdy nie będzie publikowany. Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety.

     
     
 

Patronat

Serwis objęty jest patronatem Polskiego Towarzystwa Historycznego oraz portalu historycznego Histmag.org

 

Od 9 stycznia 2010 Historia i Media jest projektem Fundacji Nowoczesna Polska.