Historia i Media

Podstawowe informacje o stronie

Relacje między historią a mediami, kultura historyczna, oddolne inicjatywy edukacyjne, nowe kierunki w humanistyce, potencjał digital history i digital humanities - to treść projektu Historia i Media. Więcej »

Newsletter

wysyłany kilka razy w miesiącu

Subskrypcja newslettera to najprostszy sposób na otrzymywanie informacji o nowych publikacjach, konferencjach i zasobach internetowych związanych z tematyką serwisu.

W druku

książki i czasopisma »

Tematem najnowszego numeru czasopisma Res Publica Nowa (3/2009) jest śmierć historii. Ta dość radykalna teza jest punktem wyjścia do rozważań na temat obecności historii we współczesnych społeczeństwach oraz jej relacji z pamięcią, kulturą i systemem państwowej edukacji.

 

Czy przyszłość leży w umierających bitach?

Dla historyka nośnik danych jest równie ważnym elementem informacji jak treść, którą niesie. O ile przy pergaminowych kodeksach i papierowych książkach największym problemem jest ochrona fizycznego nośnika przed zniszczeniem, to dla danych zapisanych w formie cyfrowej o wiele większym zagrożeniem jest utrata treści. Żywotność danych na magnetycznych oraz optycznych nośnikach sięga jedynie kilku lub kilkunastu lat. Dla badaczy, archiwistów, ale także dla zwykłych użytkowników komputerów stanowi to, lub dopiero zacznie stanowić poważny problem – z każdą minutą bezpowrotnie giną fragmenty naszego wspólnego dziedzictwa.

Put a piece of paper in a drawer and you’ll be able to read it in 20 years,
If you put a floppy disk or CD in a drawer you probably will not be able to read it.”

Jessie Owen, National Archive

Jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się że cyfrowe nośniki zdołają wyprzeć papier w zadaniach związanych z archiwizacją danych, oferując o wiele mniejszą objętość przy wielokrotnie większej ilości informacji, które można na nich zapisać. Wielkie nadzieje wiązane z wprowadzeniem dokumentu elektronicznego oraz digitalizacją zasobów bibliotek i archiwów rozbiły się jednak dość szybko o napotkane ograniczenia techniczne. Jak poświadczają wyniki badań naukowców, nośniki elektroniczne nie mogą wciąż konkurować pod względem trwałości z papierem. Żywotność zapisanych na nich danych jest kilka lub kilkanaście razy krótsza.

Dyskietka – magnetyczny nośnik danych – stosowana jeszcze kilka lat temu powszechnie dla archiwizacji oraz przenoszenia danych dziś uznawana jest za jeden z najgorszych nośników do przechowywania danych. Dziś problemem jest już często posiadanie samej stacji dyskietek HD, które nie są montowane w laptopach oraz nowych komputerach stacjonarnych. Inna kwestia to bardzo często występujący brak możliwości odczytania zawartych na nich danych z powodu łatwości z jaką ulatniają się one z dyskietki. Dziwi więc sprawa przetargu rozpisanego przez ZUS na zakup 130 tyś dyskietek 3,5″. Obecnie dyskietka może stać się modnym gadżetem na fali popularnego stylu vintage, nie powinna być jednak nośnikiem danych w urzędzie państwowym o tak dużym znaczeniu dla społeczeństwa jak ZUS.

Podobnie sprawa ma się z informacjami składowanymi na płytach CD/DVD nagrywanych na domowych nagrywarkach. Dla zwykłych, masowo produkowanych, a dzięki temu bardzo tanich, płyt kupowanych w sklepach trwałość wynosić może ona od 2 do 5 lat. Dłuższe zachowanie danych zapewniają specjalne płyty do archiwizacji o podwyższonej trwałości. Nie zmienia to jednak faktu że dla długotrwałej archiwizacji nie powinno stosować się nośników optycznych. Dla przechowywania ważnych danych, równie zdradliwym medium może być popularnie używany dysk twardy w domowych komputerach, który narażony na usterki techniczne oraz podatny na awarie także nie zapewnia trwałości zgromadzonym na nim materiałom. Najbezpieczniejszym z popularnych nośników, dla osobistej archiwizacji mniejszych ilości danych, wydają się być pamięci flash – stosunkowo niedrogie, bez ruchomych części, oparte są na całkowicie innym systemie zapisu niż magnetyczne dyski twarde, dzięki czemu istnieje o wiele mniejsze prawdopodobieństwo jakiejkolwiek awarii.

Dla profesjonalnej archiwizacji najlepszym rozwiązaniem jest wykorzystanie matryc dyskowych oraz sporządzanie z nich backupu za pomocą taśm magnetycznych. Taki system pozwala na maksymalne zabezpieczenie danych oraz zachowanie do nich ciągłego dostępu. Matryce oraz streamery do nagrywania taśm są jednak wyjściem kosztownym, na które instytucje kultury nie zawsze mogą sobie pozwolić. O wiele tańszym oraz wygodniejszym rozwiązaniem jest dla nich wówczas wynajmowanie miejsca na pliki w Narodowym Magazynie Danych. Pozwala to na współdzielenie kosztów utrzymania sprzętu wraz z pozostałymi uczestnikami projektu oraz wynajmowanie takiej ilości miejsca, jaka jest akurat potrzebna.

Wbrew temu co mogłoby się wydawać digitalizacja nie kończy się więc w momencie zeskanowania książki lub wyprodukowaniu dokumentu elektronicznego. Porównywalne, o ile nie większe nakłady finansowe przeznaczyć trzeba na podtrzymanie istnienia dość delikatnych danych cyfrowych oraz zarządzanie nimi, tak by były dostępne w każdym momencie.

Kolejną przeszkoda, jaką napotkają w przyszłości historycy oraz archiwiści chcący sięgnąć do materiałów z drugiej połowy XX wieku, będą nieobsługiwane już, zamknięte formaty danych – komercyjne rozszerzenia programów o zastrzeżonym kodzie, które wyszły z użycia, są niekompatybilne z dzisiejszymi systemami, bądź przestały być wspierane przez producentów pakietów biurowych. Niewielu rodzimych użytkowników użytkowników pamięta dziś jeszcze popularny kiedyś edytor tekstu TAG, czy arkusz kalkulacyjny Lotus 1-2-3. Choć istniały jeszcze kilkanaście lat temu, dziś są całkowicie zapomniane. Dla krajów które wcześniej weszły w erę informatyzacji problem ten jest o wiele poważniejszy niż w Polsce. Podobnie jak w wielu innych dziedzinach związanych z informatyką, na naszą korzyść działa tzw. przywilej późnego urodzenia. Dla większości rodzimych użytkowników pierwszym edytorem tekstu był popularny do dziś MS Word. Wiele państw wkraczając wcześniej w erę informatyzacji nie miało tyle szczęścia. Brytyjskie archiwa alarmują już dziś, że część danych przez nie przechowywana w zamkniętych formatach jest już nie do odczytania.

Rozwiązaniem tego problemu jest ruch na rzecz przyjmowania otwartego formatu danych OpenDocument format (ODF) rozwijanego przez konsorcjum OASIS. Idea ODF powstała między innymi właśnie z obawy przed umieraniem formatów. Otwarty format zapisu plików nad którym piecze sprawuje OASIS został opatrzony międzynarodowym standardem ISO 26300. Od tego momentu mamy do czynienia z ekspansją ODF i wypierania przez niego formatów zamkniętych. Bardzo mocno przyczyniają się do tego darmowe pakiety biurowe (np. OpenOffice) o poziomie funkcjonalności porównywalnym z pakietami komercyjnymi, przez co wielu użytkowników decyduje się na migracje na platformy obsługujące ODF.

Na taki krok zdecydowały się już m.in globalne organizacje takie jak NATO, oraz coraz więcej państw na całym świecie. ODF jest formatem oficjalnie zalecanym w Unii Europejskiej dla zapisywania rządowych danych. W nowej wersji swojego pakietu biurowego także Microsoft zapowiedział udostępnienie narzędzia umożliwiającego obsługiwanie ODF, przyznając się poniekąd do porażki proponowanego przez nich alternatywnego otwartego formatu danych OOXML.

Przyjecie otwartych standardów stanowi jedynie część starań w celu zachowania naszego dziedzictwa kulturowego. Inne działania powinny zostać szybko podjęte w dziedzinie digital preservation (pisaliśmy o tym na tej stronie) wraz z rozwijaniem systemu zarządzania takimi danymi w sposób zapewniający ich spójność oraz możliwości poruszania się w zazębiającym się środowisku hipertekstów. Wobec coraz większego znaczenia treści udostępnianych w internecie trudno pozwolić sobie na zaniedbania, mogące uniemożliwić w przyszłości dostęp do przynajmniej najważniejszych zasobów.

pixelstats trackingpixel
 

• • •

Tagi: , ,

Kategorie: Narzędzia

Komentarze

  • Dodaj komentarz
     
    Twój gravatar
    Imię
     
     
     

    Można używać podstawowych znaczników XHTML w treści komentarza. Podany w formularzu mail nigdy nie będzie publikowany. Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety.

     
     
 

Patronat

Serwis objęty jest patronatem Polskiego Towarzystwa Historycznego oraz portalu historycznego Histmag.org

 

Od 9 stycznia 2010 Historia i Media jest projektem Fundacji Nowoczesna Polska.