Historia i Media

Podstawowe informacje o stronie

Relacje między historią a mediami, kultura historyczna, oddolne inicjatywy edukacyjne, nowe kierunki w humanistyce, potencjał digital history i digital humanities - to treść projektu Historia i Media. Więcej »

Newsletter

wysyłany kilka razy w miesiącu

Subskrypcja newslettera to najprostszy sposób na otrzymywanie informacji o nowych publikacjach, konferencjach i zasobach internetowych związanych z tematyką serwisu.

W druku

książki i czasopisma »

Tematem najnowszego numeru czasopisma Res Publica Nowa (3/2009) jest śmierć historii. Ta dość radykalna teza jest punktem wyjścia do rozważań na temat obecności historii we współczesnych społeczeństwach oraz jej relacji z pamięcią, kulturą i systemem państwowej edukacji.

 

Walc z Baszirem

wwb2

Wrzesień 1982 roku – na zbombardowanej ulicy Bejrutu, pośród plakatów z podobizną zamordowanego przed paroma dniami prezydenta-elekta, Baszira Dżemajela, izraelski żołnierz tańczący – w rytm ognia karabinów maszynowych – przedziwny taniec wojenny, taniec przypominający walca – walca z Baszirem. W taki sposób twórcy animowanego dokumentu, Waltz with Bashir, przedstawili nam swoją wizję tamtych krwawych wydarzeń. Wydarzeń zapoczątkowanych inwazją Izraela na Liban, nazywaną przez najeźdźców Operacją “Pokój dla Galilei”, a zakończonych międzynarodową interwencją i powołaniem do życia libańskiego Hezbollahu. Wydarzeń, których kulminacyjnym punktem – będącym także głównym tematem filmu – była masakra w Sabra i Shatila.

Reżyserem tego – niezwykłego, trzeba przyznać – dokumentu jest Ari Folman – żołnierz izraelskich sił zbrojnych, jeden z uczestników ówczesnej wojny. Film jest artystyczną próbą rozliczenia się z okrucieństwem tamtych wydarzeń i z osobistym w nich udziałem jego twórcy. Próbą zapewne udaną dla niego samego – widzowie są świadkami katharsis artysty – lecz niekoniecznie udaną dla odbiorców.


Rozmowa z Ari Folmanem

Punktem wyjścia tego artystycznego przedsięwzięcia – zrealizowanego, co ważne, ponad dwadzieścia lat po opisywanych zdarzeniach – jest fakt, iż bohater filmu (alter ego reżysera) nie pamięta nic z wypadków, jakie miały wówczas miejsce. Wie tylko tyle, że brał w nich udział – jako młody, niedoświadczony – dziewiczy, chciałoby się rzec – chłopak, który – mocą odgórnych rozkazów – znalazł się w 1982 roku w okupowanym Libanie. Nie pamięta natomiast gdzie dokładnie był, czy brał udział w akcjach zbrojnych, czy strzelał, czy był uczestnikiem – lub świadkiem – masakry cywilów w obozach uchodźców. Jak tłumaczy mu jeden z jego przyjaciół – fakt wymazania z pamięci widoków przeżytych okrucieństw wynika z traumy, jaką przeżył sam Folman i jego rodzina. Traumy nie spowodowanej jednak – jak większość widzów skłonna byłaby przypuszczać – masakrą w Sabra i Shatila, lecz traumy spowodowanej tym, iż jego przodkowie byli więźniami obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Traumy spowodowanej ludobójstwem na Żydach podczas II Wojny Światowej, nie zaś ludobójstwem na Palestyńczykach podczas wojny w Libanie!

O samej wojnie 1982 roku nie dowiadujemy się zresztą niczego – podczas filmu pada stwierdzenie, że żołnierze izraelscy nie wiedzieli po co i dlaczego kazano im walczyć. Kazano strzelać – to strzelali, kazano bombardować – bombardowali, kazano zabijać – zabijali. A wieczorami – rozłożeni wygodnie na plaży – pili, tańczyli i śpiewali. Śpiewali o tym, jak wspaniale jest na wojnie, o tym, że właśnie dziś zbombardowali Bejrut…

W rzeczywistości zarówno inwazja izraelskich sił zbrojnych pod wodzą późniejszego premiera, Ariela Szarona (wówczas ministra obrony), jak i krwawa rzeź na palestyńskich uchodźcach, wywołały ogólnoświatowe protesty i oburzenie opinii publicznej. ONZ potępiła działania Izraela, a Szaron stracił w ich wyniku swe stanowisko. Protestowano nie tylko w krajach arabskich – protesty obiegły cały świat, również Izrael. O tym wszystkim reżyser jednak milczy.


Trailer filmu

Film jest głosem sprzeciwu wobec wojny – niewątpliwie. Głosem sprzeciwu wobec wojny jako takiej, wobec zabijania i okrucieństwa. Autor nie wychwala zachowań młodych izraelskich żołnierzy – ukazuje je w konwencji, w jakiej tworzono antywojenne filmy okresu rewolucji dzieci-kwiatów. Mocne rockowe rytmy i strzelający na oślep najeźdźcy przywołują na myśl obrazy Hair i Czasu Apokalipsy. Reżyser posunął się jeszcze dalej – wybierając dla swego dzieła wersję animowaną – stworzył możliwość takiego epatowania uczuciami i wywoływania pożądanych u widzów emocji – jakie niemożliwe byłyby przy użyciu tradycyjnej techniki filmowej. Pod względem artystycznym jest to utwór mogący z powodzeniem kandydować do miana arcydzieła, co potwierdzają liczne nagrody i nominacje, jakie przyznano mu w ostatnim czasie.

Produkcja może wzbudzać tym większe zaciekawienie, że uważana jest przez wielu krytyków za pierwszy w historii światowej kinematografii pełnometrażowy animowany film dokumentalny. Niezwykłe możliwości techniki animacyjnej jego twórcy wykorzystali – jak wspomniałem powyżej – w sposób doskonały, a końcowe sekwencje filmu, podczas których rysunki zastąpione zostają dokumentalnymi zdjęciami ofiar masakry, wywierają na widzach ogromne wrażenie. Wrażenie tak wielkie i tak przygnębiające, że nawet Brytyjczycy (co zdarza się w tutejszych kinach niezwykle rzadko) pozostają w ciszy przez parę chwil po zakończeniu pokazu.

Sporo do życzenia pozostawia jednak – przynajmniej dla mnie – sposób, w jaki reżyser dokonuje rozliczenia z bolesną przeszłością. Sposób, w jaki usprawiedliwia on nie tylko siebie samego, ale również swych towarzyszy broni. Z przebiegu filmowej akcji wynika jednoznacznie, że to przecież nie oni – Izraelici – mordowali palestyńskich cywilów – to libańska Falanga. A sam Ari Folman tak naprawdę nie pamięta, czy był wówczas w pobliżu. Możliwe, że odpalił jakąś racę świetlną – aby libańscy siepacze widzieli lepiej swe ofiary podczas nocnego polowania – ale sam nie jest tego pewien…

Maciej Lewandowski

pixelstats trackingpixel
 

• • •

Tagi: , , , , ,

Kategorie: Formy upamiętnienia / Telewizja i kino

Komentarze: 0

Dodaj komentarz »

 
  • Nie zdążyłem się załapać na seans podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego i teraz czekam na “Walc” z niecierpliwością, strasznie mnie ciekawi, jak sprawi się taka technika przy filmie dokumentalnym.

     
     
     
  • Dodaj komentarz
     
    Twój gravatar
    Imię
     
     
     

    Można używać podstawowych znaczników XHTML w treści komentarza. Podany w formularzu mail nigdy nie będzie publikowany. Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety.

     
     
 

Patronat

Serwis objęty jest patronatem Polskiego Towarzystwa Historycznego oraz portalu historycznego Histmag.org

 

Od 9 stycznia 2010 Historia i Media jest projektem Fundacji Nowoczesna Polska.