Historia i Media

Podstawowe informacje o stronie

Relacje między historią a mediami, kultura historyczna, oddolne inicjatywy edukacyjne, nowe kierunki w humanistyce, potencjał digital history i digital humanities - to treść projektu Historia i Media. Więcej »

Newsletter

wysyłany kilka razy w miesiącu

Subskrypcja newslettera to najprostszy sposób na otrzymywanie informacji o nowych publikacjach, konferencjach i zasobach internetowych związanych z tematyką serwisu.

W druku

książki i czasopisma »

Tematem najnowszego numeru czasopisma Res Publica Nowa (3/2009) jest śmierć historii. Ta dość radykalna teza jest punktem wyjścia do rozważań na temat obecności historii we współczesnych społeczeństwach oraz jej relacji z pamięcią, kulturą i systemem państwowej edukacji.

 

Czy Google nas ogłupia? (dyskusja)

is_google_making_us_stupid.jpg

Czy Google nas ogłupia? Czy nowe schematy konsumpcji wiedzy, jakie udostępnia internet i nowe technologie nie wpływają negatywnie na naszą inteligencję? Radykalne tezy Marka Bauerleina i Nicholasa Carra komentują i odrzucają: Marta Klimowicz, Zbigniew Osiński, Mirosław Filiciak i Grzegorz D. Stunża.

Zbigniew Osiński

Nie straszmy Internetem. Młodzi ludzie wykorzystują Internet głównie w celach rozrywkowych. Czy to zagraża ich rozwojowi? Przeprowadzone w latach 2002-2003 badania na Uniwersytecie Stanowym Michigan (projekt HomeNetToo) wykazały, że uczniowie spędzający więcej czasu przy komputerach i w Internecie mają lepsze wyniki w nauce, nawet jeżeli pochodzą z rodzin ubogich. Pokazały, że uczniowie swobodnie korzystający w domu z Internetu, mają w szkole lepsze stopnie i lepiej sobie radzą z testami sprawdzającymi umiejętność czytania ze zrozumieniem. Dzieci biorące udział w badaniu dość szybko zaczęły się wyróżniać na tle swoich kolegów nie posiadających dostępu do Sieci. Równocześnie nie potwierdziły się stereotypy o antyspołecznym oddziaływaniu Internetu. Badacze nie zauważyli wpływu korzystania z Sieci na kontakty z rówieśnikami czy rodziną – u młodych internautów nie były one wcale słabsze niż w przypadku innych uczniów.

Tak więc straszenie ogłupiającym oddziaływaniem Internetu nie ma realnych podstaw. Pamiętajmy przy tym, że umiejętność poszukiwania, selekcjonowania i wykorzystywania informacji zgromadzonych w zasobach Internetu jest jedną z kompetencji kluczowych, warunkujących sprawne funkcjonowanie w realiach prywatnych, edukacyjnych i zawodowych. Istotne jest, by szkoła zerwała z encyklopedyzmem i podającymi metodami kształcenia, które dają takie efekty jak opisane w czasopiśmie Newsweek. Najwyższy czas na kształcenie aktywne oparte na samodzielnym rozwiązywaniu przez uczniów problemów (istniejących w realnym życiu, interesujących dla ucznia w danym wieku), przy wykorzystaniu m.in. informacji wyszukanych w Internecie. Tylko takie kształcenie przygotuje ucznia do życia w XXI wieku i zabezpieczy przed negatywnymi zjawiskami opisanymi w artykule Dzieci Internetu będą głąbami? A co z historią?.

Marta Klimowicz

Czy Google nas ogłupia? Andrew Keen i inni wraz z nim wieszczący upadek kultury oraz gatunku ludzkiego jako takiego, są pewni, że tak. To w Internecie, a przede wszystkim w Web 2.0 doszukują się źródła tego, co ich zdaniem najgorsze w dzisiejszym społeczeństwie. Tezy stawiane przez Keena i innych są na tyle banalne, głupie i pozbawione jakichkolwiek merytorycznych przesłanek, że w zasadzie nie byłoby sensu na nie odpowiadać, gdyby nie niespodziewany rozgłos, jaki udało im się zdobyć w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Idąc tropem Keena, można by stwierdzić, że obecność pralki w większości gospodarstw domowych czyni nas kretynami, pozbawionych ważnej umiejętności ręcznego prania w rzece. Z pewnością, zmywarka do naczyń czy odkurzacz nie wymuszają na nas nabycia pewnych umiejętności – ale czy to oznacza, że świat zmierza ku upadkowi, a ludzkość wraz z nim?

Nie jest, oczywiście, moim celem, porównywanie Internetu z lodówką, a zwrócenie uwagi na fakt, iż nie ma sensu ocenianie współczesnego świata poprzez przykładanie wartości z zupełnie innych czasów. Z upływem lat zmieniają się cenione umiejętności, inne wartości stają się kluczowe, jednak naiwne wartościowanie i generalizacje nie wnoszą za wiele do dyskusji.

Bez wątpienia, dzisiejsze nastolatki w zasadniczy sposób różnią się od swoich rówieśników sprzed kilkunastu nawet lat. Dzisiejsi trzydziestolatkowie pracują w zawodach, o istnieniu których jeszcze kilka lat temu nawet im się nie śniło. Zmieniły się sposoby, w jakie się komunikujemy, na jakie zaznaczamy swoją obecność, zmieniło się wreszcie nasze myślenie o świecie społecznym, dostępności i bliskości. Jednak wszystkie te zjawiska same w sobie jeszcze nie sprawiają, że jesteśmy głupsi. Co więcej, nie czynią nas też mądrzejszymi.

Mirosław Filiciak

Argumenty Keena w ogóle do mnie nie trafiają, uważam go za ostatnią osobę, która ma prawo nazywać kogoś ignorantem, ale już obserwacje Carra są na pewno trafne – pytanie, jak je interpretować. Żyjemy w swoistej kulturze ADHD, w której przeglądamy więcej tekstów niż kiedykolwiek wcześniej, ale już nie koniecznie czytamy je w całości. Jednak powierzchowny kontakt z wiedzą mają nie tylko “dzieci internetu”, ale i większa część intelektualnych elit, która do sieci zagląda sporadycznie. Po prostu nie sposób być na bieżąco – co błyskotliwie wypunktował Pierre Bayard w “Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało”. Dlatego unikałbym prostego wartościowania – pewnie coś się zmienia, ale czy to sprawia, że nowe pokolenie będzie głupsze? Może po prostu zakłada, że nie ma sensu gromadzić w pamięci informacji, które znajdują się o kilka kliknięć stąd i zawsze można do nich zajrzeć? Grunt, by te informacje potrafić później zinterpretować i to pewnie jest problem, z którym polska szkoła powinna się zmierzyć, zrywając z herbartowskim dziedzictwem. Sama edukacja medialna, bez odejścia od kształcenia biernych jednostek i zaszczepienia w uczniach “zdrowej podejrzliwości”, niewiele zmieni.

Warto też pamiętać, że brakuje nam szerszej perspektywy, że podobne zmiany, rzekomo zabójcze dla kultury, obwieszczano już wielokrotnie. W pierwszej połowie XX wieku tak krytykowano kino, dziś z kolei w myśli filmoznawczej podkreśla się, że to dopiero współczesne kino odchodzi od głębi przekazu w kierunku powierzchownych, niemal fizycznych doznań. Może po prostu twórcy muszą nauczyć się tworzyć dzieła, które będą odpowiadać wrażliwości nowych odbiorców, nie tracąc przy tym jakości? Tak stało się choćby z przywoływanym komiksem – uważam “Mausa” Spiegelmana czy “Louisa Riela” Chestera Browna za jedne z lepszych tekstów historycznych, jakie kiedykolwiek czytałem. Z perspektywy osób starszych ode mnie może to znaczyć, że jestem głąbem – i dlatego sam zachowuję dużą ostrożność, gdy mam przykleić tę etykietkę innym.

Grzegorz D. Stunża

“Dzieci internetu” na pewno nie są głąbami. Realizują się w przestrzeni informacyjnej, w której żyją. Uczą się korzystania z typowych współcześnie kanałów komunikacyjnych, wykorzystują je do rozwoju zainteresowań, podtrzymywania relacji z rówieśnikami, jako miejsce poszukiwania przydatnych informacji i uczenia się. Oczywiście, mogą popełniać błędy. Ale błędy można popełniać zawsze, gdy uczymy się obsługi narzędzi i wówczas, kiedy jesteśmy na etapie uczenia się obyczajów i zasad panujących w określonej kulturze.

Oczywiście, metamedium internetowe daje więcej możliwości niż media przedinternetowe, co przekłada się również na większą liczbę zagrożeń i jednocześnie internet przyczynił się do zmiany przestrzeni komunikacyjnej świata w ciągu niespełna dwudziestu lat. Dla ludzi, którzy funkcjonowali w świecie dwóch kanałów telewizyjnych i telefonu stacjonarnego i którzy nie korzystają ze współczesnych mediów aktywnie, bo uważają, że nie potrzebują, albo boją się ich, bo nie potrafią poradzić sobie z obsługą, jest to duży szok. A szokowe zmiany rodzą bunt i internet nie jest pierwszym wynalazkiem, który powoduje wyklęcie przez zwolenników status quo.

Myślę, że nadszedł czas, by nie pytać “czy dzieci internetu to głąby”- internet jest oswojony, nawet w Polsce, jesteśmy częścią światowej przestrzeni informacyjnej. Najwyższy czas skończyć z demonizowaniem, spychaniem na margines czy “obkładaniem się czosnkiem i trzymaniem w ręku krzyża”. Aktywny świat sieci wymaga aktywnych użytkowników. Dlatego podstawowe pytanie powinno brzmieć: “jak działać, by <> nie zostały głąbami”. Pedagodzy, nauczyciele i wszyscy, którzy troszczą się o przyszłość naszego społeczeństwa, powinni zadać sobie to pytanie, a potem spróbować poszukać rozwiązania. Bez aktywnych animatorów, podpowiadających “dzieciom internetu” możliwych dróg i wskazujących potencję globalnej informacyjnej sieci, pojawienie się “sieciowych głąbów” będzie naszą własną “zasługą”.

Czytaj też: Dzieci internetu będą głąbami? A co z historią?

pixelstats trackingpixel
 

• • •

Tagi: , ,

Kategorie: Uncategorized

Komentarze

  • Dodaj komentarz
     
    Twój gravatar
    Imię
     
     
     

    Można używać podstawowych znaczników XHTML w treści komentarza. Podany w formularzu mail nigdy nie będzie publikowany. Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety.

     
     
 

Patronat

Serwis objęty jest patronatem Polskiego Towarzystwa Historycznego oraz portalu historycznego Histmag.org

 

Od 9 stycznia 2010 Historia i Media jest projektem Fundacji Nowoczesna Polska.