Co robimy z historycznymi świadectwami cierpienia? Komentarze Anno Dijkstra i Zbigniewa Libery
Na blogu Modelator, związanym z gdańskim środowiskiem twórców i komentatorów sztuki współczesnej pojawiła się informacja o projekcie holenderskiego artysty Anno Dijkstra. W wakacje artysta ustawił w ruchliwych miejscach (np. na skwerze koło Wielkiego Młyna) figurę poparzonej napalmem wietnamskiej dziewczynki. W myśl idei sztuki w przestrzeni publicznej akcja miała na celu pobudzić społeczeństwo do dyskusji, wyrywać z codziennych schematów myślenia. Dijkstra pytał zatem o stosunek przechodniów do cierpienia, które na co dzień widzimy w mediach.

Praca Dijkstra nie jest jedynym odwołaniem do ikonicznego już chyba obrazu autorstwa wietnamskiego fotografa Nicka Uta. Zdjęcie zostało zrobione w czerwcu 1972 roku. Poparzona napalmem dziewczynka to dziewięcioletnia wtedy Kim Phuc. Dziewczynka przeżyła dzięki pomocy ze strony Nicka, który odwiózł ją do szpitala własnym samochodem. Kim Phuc mieszka teraz w Kanadzie.

Do fotografii Nicka Uta nawiązał też Zbigniew Libera swoją pracą “Nepal” (cykl “Pozytywy”). Obraz grozy wietnamskiej wojny wyłania się jakby zza tamtej postaci – wyłania się właśnie w naszej wyobraźni – i jest nieodłącznie towarzyszącym jej cieniem. Libera pokazuje, że obrazy tragedii zdążyły się one już w jakimś sensie opatrzyć, nad ich złowrogim znaczeniem zastanawiamy się dopiero za sprawą dokonania odwrócenia semantycznego, jak w przypadku „Pozytywów”, a więc wtedy, gdy jesteśmy zmuszeni zastanawiać się nad mechanizmami ich funkcjonowania - przede wszystkim nad tym, jak funkcjonują one w naszej wyobraźni - czytamy na blogu Straszna Sztuka.

Można się zastanowić, na ile obraz Nicka Uta jest w Polsce rozpoznawalny. Jeśli jednak kojarzony jest nawet ogólnie z pewnym aktem przemocy, ustawienie figury małej Kim Phuc w nowym kontekście miejskiej przestrzeni być odważnym pytaniem o stosunek społeczeństwa do przemocy, tak mocno obecnej w mediach. Wyjęcie Kim z bezpiecznego dla nas obrazu fotografii, telewizyjnych wiadomości czy książki i przeniesienie jej do miejsca, w którym realnie funkcjonujemy na co dzień, może być dla nas groźne. Uświadamiamy sobie, że postać na zdjęciu istnieje na prawdę, a jej cierpnienie nie kończy się, mimo, że przestajemy się mu przyglądać.

