Historia i Media » Aktualności, Formy upamiętnienia, Telewizja i kino

„Jutro idziemy do kina” - fabuła kończy się tak jak kończy się życie

02.09, 2007 23:17

Marcin Wilkowski

Zrealizowany według scenariusza Jerzego Stefana Stawińskiego film „Jutro idziemy do kina” okazał się (moim zdaniem) obrazem zdecydowanie lepiej odpowiadającym nastrojom 1 września 2007 roku niż tradycyjny telewizyjny hit wyświetlany z tego typu okazji - „Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego.

„Jutro idziemy do kina” to opowieść o maturzystach, którzy w maju 1938 r. wchodzą w dorosłość. Mają głowy pełne planów na życie, chcą zdobywać nowe doświadczenia i miłości, są przekonani o trwałości porządku, w którym zostali wychowani. Tymczasem 1 września 1939 roku całkowicie przekreśla ich dotychczasowe życie. Wszyscy z trójki głównych bohaterów nie dożywają końca wojny.

Największa wartość filmu Michała Kwiecińskiego polega właśnie na tym ukazaniu wojny jako katastrofy zmieniającej całkowicie dotychczasowe myślenie o życiu i często to życie już na początku zabijającej. Tak jak zazwyczaj promowane w telewizji „Zakazane piosenki” stanowią pewną zamkniętą fabułę, w której widz wie, że przynajmniej część głównych bohaterów ocaleje, tak fabuła „Jutro idziemy do kina” kończy się nagłą i totalną katastrofą, której oczekujący happy endu widz nie może przewidzieć.

Jeśli podasz nam swój adres email, poinformujemy Cię o nowościach na stronie i weźmiesz udział w naszych konkursach

Wątek romantyczny dominuje w tej fabule, obraz wojny to w niej margines, który jednak nadaje wszystkiemu kontekst. To symbol sytuacji młodych ludzi z przedwojennych roczników, którzy ginęli w chwili wybuchu wojny i zabierali ze sobą do grobu swoje miłości, plany i wyobrażenia o życiu. Widz zaczyna utożsamiać się z bohaterami filmu, zastanawia się, jak przeżyją wojnę, jak poradzą sobie w nowych okolicznościach - tymczasem wojna jak walec równa z ziemią te wszystkie wyobrażenia. Nie pozostaje nic, żaden moralny przekaz, żadne doświadczenie - Kwieciński wyraźnie pokazuje prawdziwą naturę wojny, nie opisując jej wcale. To też (moim zdaniem) decyduje o wartości jego filmu.

Tak jak w „Pianiście” Holocaust został sfabularyzowany (od początku filmu wiemy, że główny bohater przeżyje - w wojennej rzeczywistości Zagłady taka pewność nie istniała), tak w „Jutro idziemy do kina” fabuła odpowiada rzeczywistemu charakterowi wojny. Czy „Szeregowiec Ryan” nie byłby bardziej autentycznym filmem, gdyby główny bohater zginął jak tysiące jego towarzyszy na plaży w Normandii w pierwszych sekundach sceny?

Józefa Hennelowa, mieszkanka Wilna, 17 września 1939 roku pisała - 17 września przypadał w niedzielę. Poszliśmy na mszę do katedry, a już przez radio przyszła wiadomość, że Sowieci przekroczyli granicę. Po mszy śpiewano Boże, coś Polskę… i pamiętam, że wtedy pierwszy raz w życiu uderzyło mnie, że fraza „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie” jest już przecież nie na miejscu.(1) Tego typu doświadczenie końca pewnego porządku jest dla mnie osią pamięci 1 września. Film Michała Kwiecińskiego ten koniec pokazał bardzo dosadnie.

(1) Relacja Józefy Hennelowej, Agresja - 17 września 1939, oprac. Michał Bronowicki, Karta 51/2007, s. 54.

Newsletter

Subskrybuj newsletter serwisu Historia i Media. Dzięki temu w twojej skrzynce email pojawią się informacje o nowych artykułach dostępnych w serwisie. Dla osób zarejestrowanych przygotowaliśmy również konkursy, w których wygrać można książki historyczne. Nie wysyłamy żadnych reklam. W każdej chwili możesz zrezygnować z subskrypcji.

Komentarze

Brak komentarzy

RSS dla komentarzy do tego postu. TrackBack URI

Dodaj swój komentarz

Imię
Email
WWW

Przepisz kod z obrazka

Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety.


Podobne posty

Kategorie

Polecamy Archeowieści

Polecamy

Estetyka PRL-u