polecamy

Cesarstwo Rzymskie Ameryki Północnej - USA i schemat imperium

12.07,2007
Marcin Wilkowski

bushemperor.jpgNa stronach kiosku Onetu znaleźć można artykuł Adama Goodhearta, który opisuje zjawisko budowania relacji między USA a rzymskim imperium. Analogie między tymi dwiema rzeczywistościami odnajdywane są coraz częściej, co można uznać za kolejne wcielenie nieśmiertelnego historycznego schematu, jakim jest właśnie „imperium”.

To jedna z nielicznych kwestii, co do których wszyscy – lewica i prawica, chrześcijańscy fundamentaliści i islamscy radykałowie, profesorowie elitarnych uczelni i odszczepieńcy udzielający się na internetowych forach – wydają się być zgodni.

Artykuł nawiązuje do wydanej niedawno książki “Are we Rome“. Jej autor - Cullen Murphy - uparcie stara się porównywać Busha do Dioklecjana, co ma pomóc mu w udowodnieniu tez o dosyć miernej kondycji państwowości współczesnego USA.

Autor wysuwa analogie pomiędzy zatrudnianiem przez cesarzy najemników a zlecaniem zadań związanych z bezpieczeństwem firmom takim jak Halliburton czy Wackenhut. Porównuje też skorumpowanych rzymskich biurokratów do ich moralnych potomków – lobbystów z K Street. (…)

Inni publicyści nie pozostają w tyle:

Konserwatyści z oburzeniem mówią o nielegalnych imigrantach z Meksyku jako o współczesnych Wandalach i Ostrogotach. Fundamentalistyczny pastor Pat Robertson, odnosząc się do pornografii, aborcji i małżeństw homoseksualnych, ostrzega przed moralną zgnilizną, która – jak za czasów Nerona – przeżera społeczeństwo od środka. Prawdopodobnie każdy, kto oglądał w HBO serial “Rzym”, ma swoją własną teorię, odpowiednikami których starożytnych wodzów są poszczególni amerykańscy politycy.

Tymczasem w dosyć ciekawym artykule poświęconym wspomnianemu serialowi znalazły się kolejne odwołania do symboliki Imperium Romanum, która przed utożsamianiem jej z globalną pozycją USA, przedstawiana była (w latach 50’) jako nawiązanie do nazistowskiej III Rzeszy. Pamięć o wojnie była przecież wtedy wciąż żywa.

However, as classic scholar Martin Winkler has asked, isn’t the depiction of Imperial Rome in most Hollywood filmic accounts a negative one–a pageant of might and vice, with lust, perverse behavior, crucifixions, and gladiators? Wasn’t Rome perhaps taken as an anti-model of politics, a forerunner of fascist Germany?

Autorzy tekstu „The Postmodern Rendering of the Myth of the Roman Empire” przypominają też (między innymi) o przeboju Ridley’a Scotta “Gladiator” (2000), w którym Rzym stał się przestrzenią fabuły, która tęskni za starymi dobrymi ideałami i właściwymi ludźmi na najwyższych stanowiskach. Odwołań było więcej: choćby “Spartakus” Stanleya Kubricka, który zawierał czytelne odniesienia do hollywoodzkiej czarnej listy epoki maccartyzmu.

Jednak nie tylko przez filmy Ameryka nawiązuje do legendy (mitu) Imperium Romanum. Adam Goodheart pisze dalej w swoim artykule z The New York Times:

Ulubionym dziełem literackim Jerzego Waszyngtona była sztuka o Katonie, napisana przez XVIII-wiecznego pisarza angielskiego Josepha Addisona. Prezydent był do tego stopnia zafascynowany owym dramatem, że jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobił pod koniec skrajnie wyczerpującej zimy 1778 roku w Valley Forge, było wystawienie “Katona” z udziałem żołnierzy w charakterze aktorów. W XIX wieku w rotundzie Kapitolu stanął olbrzymi marmurowy posąg Waszyngtona w stroju rzymskiego boga – był cały nagi, z wyjątkiem kawałka materiału okrywającego miejsca strategiczne. Z kolei Tadeusz Kościuszko sportretował swego współtowarzysza walki, Thomasa Jeffersona w rzymskim wieńcu laurowym.

Dla Ojców Założycieli starożytny Rzym był wzorem państwowości, który chcieli przenieść na zasiedlane przez siebie ziemie. Goodheart przypomina, że już w 1787 roku Benjamin Franklin nazywał powstające państwo „republiką” i „imperium”, nie dostrzegając w tym sprzeczności, jaka obecnie zajmować ma debaty ideologów współczesnej Ameryki.

Potwierdzają to mocno opinie medialne analizujące znaczenie wydarzeń 11 września 2001 roku. Nawet w polskiej prasie pojawiały się komentarze, porównujące USA z Imperium Romanum i próbujące udowodnić, że upadek Ameryki ma być podobny upadkowi Rzymu, zalewanego przez barbarzyńców, utożsamianych w tym przypadku z islamistami.

”Czy kiedy opadnie kurz w Nowym Jorku, pochowamy zabitych, rozpoczniemy wojnę z terroryzmem, sojusznicy będą kształtować Pax Americana?„ – pytał Marek Ostrowski w Polityce 29 września 2001 roku. „Szary popiół na ruinach Manhattanu każe myśleć o ruinach sprzed wieków, o zgliszczach Pompejów. Był czas, gdy rzymscy patrycjusze, senatorowie, dowódcy legionów w dalekich prowincjach imperium rozpostarci na swoich sofach snuli swe plany o wiecznej potędze. Aż u bram Rzymu stanęli barbarzyńcy. Rozproszeni, gotowi, żądni krwi i łupów. Co było dalej, wiemy.(Polityka, 21 września 2001)

.

Ta obecność pamięci Rzymu we współczesnej debacie nie powinna dziwić, skoro temat ten przez setki lat rozpalał umysły wielkich postaci historii i inspirował rozwiązania stosowane choćby w polityce czy wojskowości. Rzymskie prawo stało się przecież podstawą rozwijającej się Europy. Nadal więc Rzym mocno działa na wyobraźnię i jest źródłem ogromnej ilości wydarzeń i postaw, z jakich można budować zgrabne analogie użyteczne w bieżących debatach.

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Uwaga: Można używać podstawowych znaczników XHTML w treści komentarza. Podany w formularzu mail nigdy nie będzie publikowany. Redakcja zastrzega sobie prawo edycji lub usunięcia komentarza, jeśli jego treść nie odnosi się do treści artykułu lub narusza zasady netykiety.

Istnieje możliwość subskrybowania informacji o nowych komentarzach do tego artykułu za pomocą kanału RSS

Dodając komentarz pomagasz digitalizować starodruki